Ogromna większość Polaków, w tym także takich o lewicowych poglądach, kompletnie nie odnajduje się w podlanej lewackim sosem błazenadzie feministyczno-machistowskiego kolektywu. Jeśli komuś zależało na doprowadzeniu do absurdu genderowych poglądów, to Margot zrobił to doskonale. A jeśli trzeba było obrzydzić postulaty środowisk lewicowych, to ów osobnik zrobił to doskonale. Dlatego zamiast się gorszyć (choć oczywiście jest czym), trzeba jak najwytrwalej promować owego osobnika. Niech przeklina, opluwa, snuje swoje narracje, bo nie ma – naprawdę nie ma – lepszej odtrutki na pomysły jego roztropniejszych i bardziej skrytych kolegów niż właśnie oglądanie Margot. Centrum, a to ono decyduje o zmianach, odwraca się od niego, wołając „fu”. I to jest obecnie ważne.
Konrada Wallenroda prawicy
Im dłużej przyglądam się działalności niejakiego Margot, tym silniejszego nabieram przekonania, że niebinarny ów osobnik jest w istocie agentem prawicy na lewicy, swego rodzaju Konradą Wallenrodą, która przeniknęła na lewą stronę, żeby jej koniecznie zaszkodzić. Ale nawet jeśli uwagi te potraktować jako żart, to nie ulega wątpliwości, że nam, konserwatystom, nic lepszego niż taki przeciwnik nie mogło się przytrafić.