Potem policealne studium i praca pielęgniarki w szpitalu. Gdy jego dyrekcja zdejmuje krzyże, chodzi po salach i wiesza je z powrotem. Stan wojenny, Słupsk znany ze szkoły milicyjnej. To co innego niż działać w podziemiu w Gdańsku... Joasia jest drukarzem i kolporterem pisma „Oko”. Podczas ścieżki zdrowia zostaje brutalnie pobita, kilka razy zatrzymują ją na 48 godzin, staje przed kolegiami ds. wykroczeń. Początki III RP – bieda, malutkie mieszkanie wspólne z matką, dorabianie pracą fizyczną. I partia bez perspektyw – Porozumienie Centrum. Takie były losy Jolanty Szczypińskiej, zanim została posłanką PiS, zawsze wierną sprawie, także tej smoleńskiej. Losy podobne do tylu ludzi z Solidarności, zawsze po stronie dobra, za głosem Herbertowskiej kołatki powtarzających „tak – tak, nie – nie”.
Kołatka Jolanty Szczypińskiej
Zwyczajna opowieść ludzi Solidarności. Najpierw ta z 1970 r., z czasów podstawówki w Słupsku, gdy jej 13-letnia koleżanka ginie po tym, jak milicjant uderzył ją pałką w głowę. Dyrekcja szkoły mówi, że to wypadek, ale uczennica Jolanta Joachimiak protestuje – i ma problemy. Także wtedy, gdy podważa autorytet nauczyciela, który opowiada, jak żołnierze radzieccy pomagali Powstaniu Warszawskiemu.