Mieszkali tam pracownicy Akademii Rolniczej. Wyprowadziłem się stamtąd mając 13 lat, dostaliśmy wreszcie większe mieszkanie spółdzielcze. Drugi blok był na prawdziwym blokowisku, poznańskim Piątkowie. Piło się browary na ławce albo w chaszczach za osiedlem, czyli „na górkach”, i jeździło na mecze „Kolejorza”. Dresy były w modzie. Mafia piątkowska też była. No i rap się zaczął, z kaset lecieli Peja i Nagły Atak Spawacza. Za to rock, punk i metal dominowały na „pogotekach” w Domu Kultury Dąbrówka. Założyłem organizację Naszość, z piątkowskich bloków zapisało się 500 osób. Wydawaliśmy gazetki i – pierwsi w Polsce? – wlepki. Inwigilująca nas policja korzystała z „legitymacji Naszości” – uznawała je za… dokument i spisywała z nich młodzież. Wywodzę się dumnie z tych bloków, tak jak Patryk Jaki ze swoich. Tymczasem elity III RP wrzuciły naszą wielobarwną społeczność do działki „dresiarze”. A jakie były Państwa bloki?
Jaki był twój blok?
Gra w kapsle, których w skrzynkach z przegródkami miałem 3 tys., wszystkie z flagami. Łażenie po drzewach na wysokości II piętra ku przerażeniu rodziców. Mecze na podwórku – bramki z drzew jarzębiny, poprzeczka ze sznurka. Taki był mój pierwszy blok, z naszą klitką.