Wprawdzie i bez tego dookoła dzieje się mnóstwo zła – rząd imienia 13 grudnia łamie konstytucję i kieruje się prawem „tak jak on je rozumie”, ale przy takim prezydencie jak Karol Nawrocki i przyszłych na Bóg wygranych wyborach wszystko będzie do odkręcenia. W wypadku sukcesu miłośnika ścieżek rowerowych byłoby zdecydowanie trudniej. Nie trzeba szczególnie bogatej wyobraźni, aby ujrzeć nasz kraj pod władzą jednej partii i jednego człowieka, wspieranego na co dzień przez bezkrytycznego żyranta z dużego pałacu. W Trzaskotuskanii mielibyśmy i tłumy migrantów, i pełne wdrożenie pakietu klimatycznego (przed terminem) i anihilację przyczółków polskiej suwerenności, jak: IPN, Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy czy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. O postępach tolerancji, inkluzyjności i poprawności lepiej nie wspominać. Czy zostałyby u nas wojska amerykanie – rzecz dyskusyjna, nie takich sojuszników dałoby się zrazić Sikorskiemu do spółki z Kosiniakiem. Jak by to mogło wyglądać w Ameryce – polecam serial „Madam sekretarz”. Pod lewicowymi rządami USA są istnym imperium dobra. Konflikty, w tym te z Rosją i Chinami, rozwiązywane są na drodze łagodnej perswazji, klimatyzm staje się religią światową, migracja – najwyższym dobrem, zwiększają się jeszcze, o ile to możliwe, prawa kobiet, dzieci, zwierząt i żurnalistów. Z Iranem ajatollahów zostaje zawarte porozumienie pokojowe. W Afganistanie, po wycofaniu się Amerykanów, rządzi koalicja umiarkowanych islamistów do spółki z talibami... Czy w takim świecie jest jeszcze miejsce na zło? Jest! Stanowią ją biali supremacjoniści, konserwatyści, rasiści, no i Polacy.
Polak (nomen omen nazywa się Starowolski) stoi za zamachem na Biały Dom, wspierają go rządząca w Polsce partia Wolność i Siła oraz prezydent grany przez Piotra Adamczyka. Aliści wysiłkiem Stanów i Unii Europejskiej udaje się spacyfikować Polskę sankcjami, zmusić prezydenta do rezygnacji, a Starowolskiemu składa wizytę seryjny samobójca. Aż żal, że naród amerykański nie dopuści do podobnej sielanki, wybierając Trumpa.