Już jako jezuita propagował nabożeństwo majowe – pieśń „Chwalcie łąki umajone...” jest jego pióra. Podejmował najtrudniejsze misje. Z niemałym ryzykiem głosił nauki dla krwawych rabantów w Galicji roku 1846. Niósł pociechę kaznodziejską Krakowowi po straszliwym pożarze w roku 1850. Jego los dopełnił się w Wielkopolsce. Niedługo po tym, gdy założył w Obrze placówkę jezuicką, wybuchła epidemia cholery. Niósł zarażonym pomoc duchową, zaopatrywał w sakramenty konających. Docierał do najuboższych, czekających na śmierć nieraz w strasznych warunkach higienicznych. Ostatecznie sam padł ofiarą epidemii w listopadzie 1852 r. Ten bohater czasów zarazy pochodził spośród lwowskich Ormian. Nazywał się Karol Bołoz Antoniewicz. Zmarł w wieku lat 45, jego dzieło duchowe przetrwało. O ile mi wiadomo, ks. Bołoz Antoniewicz wciąż jeszcze nie jest kandydatem na ołtarze.
Bohater czasów zarazy
Był człowiekiem z wyższego towarzystwa, prawnikiem, poliglotą, poetą, szczęśliwym ojcem rodziny. Po utracie pięciorga dzieci stanął przed furtą klasztoru w Starej Wsi koło Brzozowa. Podobno miał już wtedy w swoim dorobku słynną pieśń wielkopostną „W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, W krzyżu miłości nauka...”.