Tak jest na Litwie, gdzie władze podejmują kroki na rzecz wzmocnienia, oczywiście w miarę swoich możliwości, obrony przed prowadzącą wojnę hybrydową Rosją. Ponad 60 organizacji i stowarzyszeń wsparło wprowadzenie w kraju powszechnego poboru do wojska i zobowiązało się do udziału w przygotowaniu społeczeństwa do wojny. Co ciekawe, pomysł ten popiera ponad dwie trzecie obywateli Litwy. Wspólnie z pozostałymi krajami bałtyckimi Litwa też umacnia swoje rubieże z obwodem królewieckim i Białorusią.
Zapowiedziano koniec z pobłażaniem dla „zgubionych” dronów, które notorycznie naruszają przestrzeń powietrzną. Wilno zwiększa też wydatki na obronność, a te przewidziane na br. przekroczą 5 proc. PKB. Warto pamiętać, że litewska armia jest ponad 10-krotnie mniejsza od polskiej, a to właśnie na ten kraj (wspólnie z Łotwą i Estonią) wskazuje się jako potencjalny cel rosyjskiej agresji. Bierzmy przykład z sąsiada, bo na budowanie odporności państwa i przygotowania obywateli mamy coraz mniej czasu.