Dziennikarze pracujący dla mediów chińskojęzycznych przyznają że nie widzieli nic złego używaniu określenia polskie obozy koncentracyjne bo wcześniej widzieli takie zwroty w mediach zachodnich. Dopiero po zwróceniu uwagi przyznają że owo stwierdzenie jest ogromnie mylące i szkodliwe dla Polski. Niestety chińskojęzyczne media boją się w zamian używać określenia niemiecki obóz i często zamiast tego piszą nazistowski obóz albo po prostu Auschwitz.
Aby skutecznie przeciwdziałać używaniu określenia „polskie obozy koncentracyjne” w Chinach, Hongkongu i na Tajwanie powinny być przeprowadzone przez polski MSZ kampanie informacyjno–edukacyjne. Warto by polskie placówki w tych trzech miejscach wysłały listy do czołowych mediów w Chinach, Hongkongu i na Tajwanie z informacją że nie istniały polskie obozy koncentracyjne a niemieckie obozy w których ginęli także Polacy. Do listu może warto dołączyć dostępny już po chińsku “Raport” Witolda Pileckiego. Gdy prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen po spotkaniu z Aleksandrem Kwaśniewskim pogubiła się i zaczęła coś przebąkiwać o tym czemu to Polacy powinni stawić czoła skoro zginęli na terenie ich kraju Żydzi, “Raport” okazał się dla niej bardzo pouczającą lekturą.