Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Wanda Zwinogrodzka,
05.07.2014 09:39

Wymyślić Polskę

Staliśmy się wygnańcami, my wszyscy, którzy wychowaliśmy się w cieniu lipy Jana z Czarnolasu i „z dziecinną radością ciągnęliśmy za sznurek, by stary Dąbrowskiego usłyszeć mazurek”.

Staliśmy się wygnańcami, my wszyscy, którzy wychowaliśmy się w cieniu lipy Jana z Czarnolasu i „z dziecinną radością ciągnęliśmy za sznurek, by stary Dąbrowskiego usłyszeć mazurek”.

Nieuchronnie osuwa się w zapomnienie ta niezwykła kraina, w której w ślad za Kmicicem przekradaliśmy się z Jasnej Góry do szwedzkiego obozu, ścigaliśmy młodzieńcze marzenia szybując z Kordianem na Mont Blanc i słuchając z Gustawem, jak biją godziny miłości, nadziei, rozpaczy, dojrzewaliśmy z Doktorem Judymem do decyzji o rezygnacji z rodzinnego szczęścia, wspólnie z Wokulskim smakowaliśmy gorycz odrzucenia.

„Skąd nasz ród”

Wyobrażenie polskości, które gruntowało tożsamość narodową ostatnich siedmiu czy ośmiu pokoleń na naszych oczach blednie, dekomponuje się i kruszy. Jest odrębnym zagadnieniem, w jakim stopniu ten proces stanowi nieuchronne następstwo przemian dziejowych i cywilizacyjnych, a w jakim – rezultat wysiłków rozmaitych komunistycznych i ponowoczesnych dekonstruktorów (jak widać na przykładzie Zygmunta Baumana – niekiedy w jednej osobie). To rzecz warta uwagi, ale nie najważniejsza. Kwestią kluczową wydaje się co innego – skoro tracimy ojczyznę w takim kształcie, jaki nadały jej poprzednie pokolenia, musimy dla niej wymyślić kształty inne, bo jeśli tego trudu nie podejmiemy, pozostaniemy wygnańcami na zawsze. A dla ludzi, którzy zaznali niegdyś gościnności soplicowego dworu czy bronowickiej chaty, kondycja duchowego nomady jest nie do zaakceptowania.

Być może ta właśnie świadomość podsunęła prof. Andrzejowi Nowakowi projekt, który we współczesnym świecie intelektualnym wymaga nie lada odwagi, ściślej, po prostu straceńczej brawury. Dodam od razu, że także mrówczej pracy, a te dwie dyspozycje rzadko chadzają w parze. Oto w dobie wąskich specjalności naukowych, w czasach gdy obwieszczono ostateczny upadek wielkich narracji historycznych, krakowski historyk postanowił samodzielnie spisać dzieje Polski od ich zarania po dzień dzisiejszy. Niedawno wyszedł pierwszy tom tego niezwykłego dzieła zatytułowany „Skąd nasz ród” i obejmujący okres do 1202 r., kiedy kończy się „Kronika polska” Wincentego Kadłubka. Jest to bardzo celowo wybrana cezura, bo Kadłubek patronuje przedsięwzięciu prof. Nowaka.

Etyczna konstrukcja historii

„My wszyscy z niego” – twierdzi autor. „Polska bez tego, jak ją mistrz Wincenty wymyślił, nie mogłaby przetrwać, a nawet gdyby się jej to udało – to byłaby zupełnie inna, niż była w kolejnych wiekach swej historii”. Istotą tego Kadłubkowego pomysłu była, zdaniem Nowaka, konstatacja, że „tożsamość jest matką wspólnoty”. Ta definicja „społeczeństwo przedstawia jako ciąg pokoleń połączonych wspólnie wyznawanymi i przekazywanymi dalej wartościami/cnotami. To jest łańcuch niewidzialny, który nas spaja. Nie może istnieć bez pamięci. Wynika ta definicja z dobrego odczytania przez krakowskiego biskupa myśli Arystotelesa i Cycerona: społeczeństwo istnieje tylko, opierając się na wspólnym rozpoznaniu dobra i zła – to jest istota tożsamości. Bez niej – czyli bez łączącego członków wspólnoty porozumienia co do tego, co jest dobrem, a co złem – nie ma tożsamości, nie ma wspólnoty. Historia i etyka spotykają się tutaj ze sobą. […] Polska, ojczyzna jest tu wspólnotą nie etniczną, ale etyczną”.

Ta „etyczna konstrukcja historii”, jak ją Andrzej Nowak nazywa (w ślad za współczesnymi badaczami „Kroniki polskiej”) cechuje także jego własny wykład dziejów piastowskiego państwa. Ze szczególną uwagą omawia się w nim te wydarzenia, które składają się na proces emancypacji poddanych spod władzy monarchy, poszerzania obszaru obywatelskich wolności, ograniczania królewskiej czy książęcej samowoli, ucisku, wyzysku na rzecz obwarowanej prawem równowagi sił między tronem, ołtarzem a interesem społecznym, artykułowanym przez stopniowo kształtujące się elity. Nowak opowiada zatem tę Polskę sprzed tysiąca lat w taki sposób, by wydobyć wątki obecne potem w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, ważne w okresie walki o odzyskanie niepodległości, także w międzywojniu, w PRL i wreszcie w ostatnim ćwierćwieczu. Akcentuje ciągłość i trwanie. Niekiedy z iście literacką swadą wręcz „prywatyzuje” historię osobistymi uwagami, odwołaniami do wydarzeń ze znacznie późniejszych epok, namysłem nad tym, jak współczesne problemy odbijają się w zwierciadle zamierzchłej przeszłości. Dzięki temu staje się ona przestrzenią przyjazną, czytelną i znajomą. Staje się ojczyzną.

Nie było żadnej walki dobra ze złem?

Nieomal równocześnie na rynku pojawiła się inna książka: „Jakie piękne samobójstwo” Rafała Ziemkiewicza. Ona także próbuje opowiedzieć Polskę na nowo. Jest to wyobrażenie nie tyle odmienne od tego, które podsuwa Andrzej Nowak, ile przeciwstawne. Punkt wyjścia wydaje się podobny: „Polskość to dziedzictwo cywilizacji – pisze Ziemkiewicz – która jako pierwsza w nowożytnych czasach uznała i uczyniła podstawą spójnej ideologii, że władza nie pochodzi od Boga, ale od narodu (choć nie sformułowała jeszcze tego pojęcia) i że (choć tego pojęcia też nie znała) prawa obywatelskie stoją ponad prawami władcy”. Wszelako ciągłość naszych dziejów Ziemkiewicz kwestionuje, uznając, że ich specyfikę „stanowi fakt, że nie są one jedną historią, ciągnącą się linearnie od Mieszka I po współczesność. Tak naprawdę są to trzy historie, historie trzech luźno się do siebie mających narodów, przedzielone dwiema historycznymi katastrofami”. Pierwszą były, zdaniem autora, rozbiory, kolejną – II wojna ze wszystkimi jej konsekwencjami.

Książka w głównej mierze poświęcona jest rozważaniom na temat tej ostatniej, prowadzonym w zgodzie z tytułem głoszącym, że II Rzeczpospolita popełniła samobójstwo, „sami Polacy zgubili niepodległą Polskę” za sprawą głupoty i krótkowzroczności sanacyjnych elit. Jest to pasjonująca lektura, która rewiduje obraz polityki Józefa Becka oraz kampanii wrześniowej i późniejszych poczynań rządu emigracyjnego. Jej naczelna teza zgodna jest z tym, co czytaliśmy wcześniej w publikacjach Piotra Zychowicza: że Polska, zamiast podejmować nierówną walkę z Hitlerem, winna była zawrzeć z nim sojusz, by zachować wojskowe i polityczne aktywa i wykorzystać je w następnych latach konfliktu europejskiego.

W przeciwieństwie do Zychowicza Ziemkiewicz nie układa jednak alternatywnej historii. Deklaruje natomiast, że „jeden z głównych powodów napisania tej książki” to konieczność rozprawienia się z kłamliwą, jego zdaniem, narracją na temat II wojny, stworzoną przez jej ocalałych uczestników, którzy potrzebowali „bajki pięknej, bohaterskiej, wzniosłej, uzasadniającej sens tego wszystkiego, w czym brali udział, dla czego ponosili ofiary i w imię czego oddali życie ich rówieśnicy, przyjaciele, synowie i ojcowie”. I postuluje: „Miejmy odwagę powiedzieć: dość tych bredni, nic nie było tak, jak sobie wmawiacie, nie było żadnej walki Dobra ze Złem, tylko krzątanina mniejszych i większych gangsterów, starających się nachapać każdy dla siebie, ile tylko się da. Ale, żeby to zrobić musimy […] umieć sobie powiedzieć, jak w jakimś filmie z czasów mojego dzieciństwa: pamięć ojców czcijmy, ale przykładu z nich nie bierzmy. Świat jest inny, niż się naszym ojcom wydawało, i jeśli chcemy wygrać, musimy grać według rządzących nim reguł, a nie romantycznych wyobrażeń”.

Takie podejście wyklucza „etyczną konstrukcję historii”, scenę dziejową czyni areną zmagań praktycznych interesów i pragmatycznych dążeń, pozbawia ją perspektywy moralnej, a tym bardziej metafizycznej. I diabeł, i anioł zostają usunięci z celi Konrada, uznani za urojenie. Duchowa wspólnota wartości okazuje się fikcją, bo nie wartości, lecz korzyści determinują sens działania. Międzypokoleniowa więź staje się krępującym łańcuchem, który trzeba zerwać, aby uniknąć kolejnego nieszczęścia. Czy to jeszcze ojczyzna? Czy może już jakaś nowa figura zbiorowej egzystencji?

Nie da się pogodzić tych dwóch wyobrażeń polskości, przedstawionych przez Nowaka i Ziemkiewicza. Dobrze jednak, że je sformułowano, bo wyznaczają pole wyboru, którego prędzej czy później będziemy musieli dokonać.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane