Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Szymon Giżyński,
03.07.2014 21:19

To nie ci kelnerzy...

Wśród różnorakich hipotez dotyczących kelnerskiej afery podsłuchowej pojawiają się i takie, że pozostaje ona skutkiem walki Rosji i Niemiec o wpływy w Polsce oraz na tym tle – efektem podjazdo

Wśród różnorakich hipotez dotyczących kelnerskiej afery podsłuchowej pojawiają się i takie, że pozostaje ona skutkiem walki Rosji i Niemiec o wpływy w Polsce oraz na tym tle – efektem podjazdowej wojny prezydenta Bronisława Komorowskiego z premierem Donaldem Tuskiem.
 
Taki pogląd to nic innego jak próba narzucenia opinii publicznej hipotezy błędnej i naiwnej w swojej prostocie przez wyżej wymienionych głównych zainteresowanych. Afera podsłuchowa idealnie przecież wpisuje się we wspólny rosyjsko-niemiecki scenariusz pilnowania, by państwo polskie stanowiło – używając słów Martina Esslina, odnoszących się do „Końcówki” Samuela Becketta – „słabnący mechanizm, który w końcu całkowicie się zatrzymuje”. A zaszczyt pilnowania, tu na miejscu, tego procesu spadł na dwa tutejsze, choć jednocześnie namiestnicze ośrodki władzy: prezydencki – kojarzony ze strefą wpływów rosyjskich – oraz premierowski – stanowiący strefę wpływów niemieckich.

Afera podsłuchowa jest zatem kolejnym dowodem na pożytki, jakie czerpią wspólnie z funkcjonowania w obecnym kształcie tych dwu najważniejszych ośrodków władzy w Polsce nasi wrogowie i rywale. Przecież premier Tusk, pozostając politycznie w sferze wpływów Niemiec, wspiera ich prorosyjską politykę, przede wszystkim na obszarze Unii Europejskiej. Z kolei prezydent Komorowski sam przez się wspiera politykę Moskwy na rzecz umacniania hegemonii Niemiec w UE. To przecież precyzyjnie przylega do globalnych celów i interesów Rosji, która w ścisłej współpracy z Niemcami chce zbudować wielki, hegemoniczny układ od Atlantyku po Ocean Spokojny, od Lizbony po Władywostok – mocno przy tym windując geopolityczną pozycję swojego najważniejszego partnera, a jednocześnie naszego zachodniego sąsiada. W tym scenariuszu są przewidziani i mają swoje rozpisane role i premier Tusk, i prezydent Komorowski.

Gdy w pierwszych dekadach XX w. Polacy – wysiłkiem militarnym i dyplomatycznym – odzyskiwali swoje upragnione państwo, to „orientacja na Rosję” i „orientacja na Niemcy” wzajemnie się asekurowały – w bieżącej, zmiennej międzynarodowej grze – i przez to sztandar polskiej niepodległości wznosił się coraz wyżej i wyżej, aż wreszcie zawisł nad wolną i w pełni suwerenną Polską. Dzisiaj, gdy na naszych oczach niepodległość tracimy, oba ośrodki władzy: prezydencki i premierowski, asekurują się nawzajem, by sztandar polskiej niepodległości nadal nurzał się w smoleńskim błocie i nigdy już nie łopotał nad Polską prawdziwie suwerenną i wolną.

Ustalono i mówi się, że afera podsłuchowa to sprawa kelnerów, i jest to prawda. Tyle że to nie kelnerzy podający na półmiskach ośmiornice i wołowe policzki są w aferze podsłuchowej głównymi graczami, lecz ich goście z Sowy czy Amber Room. Też kelnerzy, i to par excellence, lecz jakby z innej kelnerskiej branży, którzy swoim wymagającym zagranicznym klientom podają na tacy zamówione przez nich danie główne – Polskę.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane