Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marcin Wolski,
08.05.2014 23:09

Siła i słabość

Nie tylko wśród domorosłych polityków krążą dziś uspokajające opinie, że na większą wojenną zadymę dzisiejsza Rosja jest zdecydowanie za słaba.

Nie tylko wśród domorosłych polityków krążą dziś uspokajające opinie, że na większą wojenną zadymę dzisiejsza Rosja jest zdecydowanie za słaba. Ustępuje gospodarczo Zachodowi, ma rozliczne problemy wewnętrzne, z demograficznymi włącznie. Aliści człowiek, który choć trochę zna historię, wie, że agresywne wojny zaczynali przeważnie słabsi, dla których agresja i ekspansja stanowiły jedyny ratunek – swoisty eksport problemów wewnętrznych. Od Aleksandra Macedońskiego po XVIII-wieczne Prusy inicjatywa była po stronie słabszych. Nieraz słabszych wielokrotnie. Trudno nawet porównać potencjał Imperium Rzymskiego, liczącego grubo ponad 100 mln kulturalnych, świetnie zorganizowanych obywateli, z luźnymi kupami dzikusów pętających się dookoła, których nie było nawet paru milionów. A jednak do tych dzikusów należała przyszłość.

W czym słabsi byli lepsi? Na pewno w determinacji. Nie bali się ryzykować, walczyć i umierać, podczas gdy stare imperia Persów, Rzymian, Wielkich Mogołów czy Montezumów chciały jedynie żyć w stabilizacji i dostatku. Nadto, zwykle przy ogólnym niedorozwoju mieli w technice militarnej przynajmniej jeden element, który zapewniał przewagę – np. długie fryzyjskie miecze Germanów, stal damasceńską Arabów, broń palną i konie garstki Hiszpanów, rzucających się na amerykańskie imperia, mobilność i szybkość Mongołów...

Zwykle w parze z nowinkami organizacyjnymi (Europę antyku podbił mikroskopijny zrazu Rzym dzięki rewelacyjnym pomysłom legionów) szły idee, nowe religie, wizje, tym groźniejsze, że przeciwnik często bywał wypalony moralnie i pozbawiony samego siebie.

Jak dzisiejsza Rosja mieści się w tych schematach? Wyglądało, że po zawaleniu się komunizmu utraciła jakiekolwiek szanse walki o światową dominację. Przecież sam wielkomocarstwowy imperializm nie wystarczy. Do niedawna wydawało się, że nie. Tymczasem ostatnio, na naszych oczach, pojawiła się taka idea – odgrzewana wizja Rosji III Rzymu – obrońcy chrześcijańskiego ładu, przyrodzonego prawa moralnego – nieważne, że na straży stoją weterani KGB – Rosja walcząca ze zgnilizną i degeneracją Zachodu, w imię wartości takich jak rodzina, wiara, normalność, Rosja wspierająca partie nacjonalistyczne przeciw bezkształtnemu molochowi Unii… Nieciekawa to oferta? Zachód może w którymś momencie uznać, że lepiej być prawosławnym niż muzułmańskim, a sam nie potrafi się nawet bronić. I dlatego Moskwa jest tak niebezpieczna. Tym bardziej że musi zaryzykować, zanim żółtki jej plecy przypieką. Tak zaryzykowała w XV–XVI w. Europa, która zagrożona islamem, postanowiła zawalczyć o resztę świata. Czy putinowskiej Rosji może się to udać?

Pewnie by się mogło udać. Niestety, na drodze leży znów tysiącletni wróg – Polsza, kiedyś przedmurze, potem wersalski bękart, wreszcie rozsadnik solidarnościowej zarazy. Jak będzie teraz?

Grają surmy. A my do urny.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane