Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jarosław Marek Rymkiewicz,
03.01.2014 18:17

O istnieniu Boga w Leningradzie

Pojechałem po raz pierwszy do Rosji sowieckiej w połowie lat 60. ubiegłego wieku. Byłem młodym człowiekiem, nie miałem jeszcze 30 lat.

Pojechałem po raz pierwszy do Rosji sowieckiej w połowie lat 60. ubiegłego wieku. Byłem młodym człowiekiem, nie miałem jeszcze 30 lat. W Leningradzie poznałem kilku młodych pisarzy, mniej więcej w moim wieku albo trochę starszych. Pokazali mi siedzibę NKWD, dawną siedzibę CzeKa, mur więzienny i ulicę, przy której mieszkał Puszkin. Nie mieli żadnych złudzeń – wiedzieli, gdzie żyją. Przyjechałem w czerwcu, więc zaprosili mnie na nocny spacer, żebym zobaczył leningradzkie białe noce. Chodziliśmy przez całą noc – w jej białym, trochę trupim świetle – po kamiennym nadbrzeżu, po mostach nad kanałami, w pobliżu konnego pomnika i w pobliżu Admiralicji, i rozmawialiśmy trochę o Polsce, trochę o Rosji, a przede wszystkim o tym, czy Bóg istnieje, a jeśli istnieje, to dlaczego świat jest taki, jaki jest, i Rosja jest taka, jaka jest. Nad ranem pojawiło się pytanie, czy Bóg specjalnie tak to urządził, żeby niektórym ludziom trudno było do Niego dotrzeć – żeby szli do Niego długo, w ciemności, krętymi drogami. Ja byłem zdania, że, jeśli istnieje, urządził to specjalnie w ten sposób. Kiedy żegnaliśmy się, jeden z moich nocnych towarzyszy zapytał mnie, czy w Polsce można kupić Biblię, a jeśli można, to czy mógłbym przysłać choć jeden egzemplarz dla niego i dla jego przyjaciół. Odpowiedziałem, że w Polsce są sklepy, które sprzedają różne katolickie książki, a w Warszawie jest nawet taki sklep, w którym można prawdopodobnie kupić Pismo Święte w języku rosyjskim. To moich nowych znajomych trochę zdziwiło, ale i ucieszyło. Korzystając z okazji, kupiłem sobie wtedy dwa inne przekłady Pisma: hiszpański i francuski. Stary przekład hiszpański („antigua versión de Casiodoro de Reina 1569”) niebawem mi się przydał, kiedy zacząłem tłumaczyć Calderona i średniowieczne hiszpańskie romanse. Później niekiedy do niego wracałem, czy to z ciekawości, porównując go z Biblią Gdańską i z przekładem Wujka, czy to dla wprawy w języku. Teraz stoi na półce nieopodal komputera, niemal na wyciągnięcie ręki, ale już po niego nie sięgam, bo literki są bardzo małe i moje półślepe oko nawet przy pomocy szkła powiększającego nie potrafi ich rozróżnić – widzę, próbując coś odczytać, tylko zamgloną stronę.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane