Dolny Śląsk stracił cierpliwość
Walka w obronie praw pracowniczych stała się walką z arogancją władzy i jej bezprawnymi działaniami. Aby okazała się ona zwycięska, czas wrócić do etosu starej Solidarności. W jednym szeregu powinni stanąć górnik i nauczyciel, pielęgniarka i hutnik,
Styl i metoda sprawowania władzy przez Platformę Obywatelską wygląda na testowanie wytrzymałości narodu. Arogancja tej formacji władzy narasta. Nikt w rządzie nie przejmuje się przeszło dwoma milionami podpisów pod protestem w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego. 2 mln 300 tys. podpisów w obronie prawa TV Trwam do miejsca na multipleksie nic dla decydentów nie znaczy. Władza wie lepiej, co dla niej jest dobre. Przypominają mi się słowa Jerzego Urbana ze stanu wojennego: „Rząd się sam wyżywi”.
Ponad 20 lat lemingozy
Czasem myślę, że likwidacja przemysłu i dużych zakładów pracy, trwająca od początku transformacji, nie była przypadkowa. Wygląda na to, że nowe władze II PRL-u, czyli III RP, bały się wielkoprzemysłowej klasy robotniczej. Wystarczy spojrzeć na losy Stoczni Gdańskiej - kolebkę Solidarności. Decyzja o jej likwidacji zapadła już w listopadzie 1988 r., czyli wtedy, gdy trwały knowania w Magdalence. Przypadek czy też wyznaczanie kierunków polskiej pieriestrojki? Jak to się stało, że naród pozwalał likwidować po kolei wszystkie gałęzie przemysłu? Zabrakło solidarności i logicznego myślenia? Czyżby wiara w specjalnie wykreowane pseudoautorytety była aż tak duża? Dlaczego nikt nie wierzył ludziom, którzy przestrzegali, do czego to wszystko doprowadzi? Czy może już wtedy to poczucie bezsilności, cechujące leminga, paraliżowało społeczeństwo?
Przebudzenie we Wrocławiu
Diagnozę lemingozy ogarniającej polskie społeczeństwo jako pierwsi postawili Andrzej i Joanna Gwiazdowie. Już w 1994 r. zastanawiali się, czy wydawać nadal bezdebitowe (podziemne) pismo „Poza Układem”, „skoro wszyscy już wszystko wiedzą, a sytuacja polityczna i gospodarcza jest aż przesadnie jednoznaczna. Mówiąc szczerze, jesteśmy już trochę znużeni i znudzeni nieustannym waleniem głową w mur, niestety połknęliśmy następny haczyk i zdecydowaliśmy się kontynuować wydawanie »Poza Układem«. Zainteresowały nas dziwne postawy ludzi, które na roboczo nazwaliśmy instynktem lemingów. Te drobne skandynawskie ssaki podejmują uciążliwą i długą wędrówkę do brzegu oceanu. Gdy tam już dotrą, masowo wchodzą do wody i dobrowolnie toną. Dlaczego?” (fragment artykułu „Poza Układem po 5 latach” - „Poza Układem” nr 1 z 1994 r.).
Od czasu napisania tego tekstu upłynęło 19 lat. Teraz pojęcie „lemingów” stało się powszechne. Andrzej Gwiazda pytany na różnych spotkaniach o to, „co zrobić”, odpowiada” „to co robi człowiek, który się zgubił. Wraca po śladach do miejsca, które rozpoznaje”. Mam nadzieję, że wreszcie do narodu dotarło, iż jest prowadzony na manowce. Wiele wskazuje na to, że zbliża się przebudzenie.
We Wrocławiu związkowcy z NSZZ „Solidarność” 21 maja 2013 r. rozbili przed urzędem wojewódzkim namioty. - Są zdeterminowani, pomimo deszczu i wichur trwają. Padają podczas dyskusji głosy o tym, że trzeba dokończyć rewolucję Solidarności, tej z 1980 r. - mówi koordynator medialny akcji protestacyjnej Janusz Wolniak. Stale w namiotach przebywa ok. 150 osób. Eugeniusz Szumiejko i Tomasz Wójcik, przywódcy Solidarności lat 80., wspierają protestujących. W niedzielę o godz. 13 odprawiona została msza święta przed urzędem wojewódzkim.
Dla obrony swoich praw
Czyżby po pozostawionych przez nią samą śladach Solidarność wracała do swoich źródeł? Aktualne postulaty dotyczą różnych branż. Protestujący pragną bowiem obudzić społeczeństwo, pokazując determinację ludzi, którzy postanowili walczyć nie tylko w obronie swoich praw pracowniczych. Dlatego trzy największe centrale związkowe postanowiły współpracować. Do 15 czerwca planują przeprowadzić referendum w sprawie form protestu. O postulatach informuje portal ZR NSZZ „Solidarność” we Wrocławiu: http://www.solidarnosc.wroc.pl/.
Jak można było oczywiście się spodziewać, media głównego nurtu próbują całą sprawę przemilczeć i zbagatelizować. No cóż, taka postawa pasuje do ostatnio lansowanej przez prezesa Brauna koncepcji, że zawód dziennikarza ma przestać być zawodem twórczym. Pracownicy telewizji mają już tylko świadczyć usługi. Czyli tak, jak np. fryzjer strzyże zgodnie z zamówieniem klienta, tak i dziennikarz ma na zamówienie przygotowywać programy telewizyjne pod gust zleceniodawcy. Ktoś chce chore pomysły jeszcze z lat 90. doprowadzić do końca i wyrzucić z TVP wszystkich pracowników etatowych do firmy zewnętrznej, na umowy śmieciowe lub samozatrudnienie. Jednak niektórych skrzywdzonych przez te projekty chciałoby się zapytać: dlaczego godziliście się na „przemilczanie” w waszych mediach tych osób, które od lat ostrzegały przed skutkami „radosnej twórczości” kolejnych ekip rządowych? Może wreszcie nadszedł czas, aby jak w 1980 r. stanęli w jednym szeregu górnik i nauczyciel, pielęgniarka i hutnik, dziennikarz i budowlaniec, wszyscy razem, dla obrony swoich praw, dla obrony Polski.