Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Media

Tusk nie wytrzymał pytań Republiki. „Szukacie dziury w całym”

Pytania o nocny alarm, brak alertu RCB i działania służb wywołały nerwową reakcję Donalda Tuska. Premier wdrał się w słowną potyczkę z dziennikarzem Telewizji Republika, oskarżając stację o polityczne zaangażowanie i przy okazji uderzając w swoich poprzedników.

Autor:

Po eksplozji rosyjskiego pocisku Ch-101 w powiecie biłgorajskim zaledwie 2 km od najbliższych zabudowań w Lublinie i w kilku rejonach Lubelszczyzny zawyły syreny. Wszystko to wydarzało się około godz. 3.50 w nocy. Obudzeni mieszkańcy szukali informacji na temat powodu uruchomienia systemu. Nie doczekali się reakcji chociażby Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. 

Tusk stracił cierpliwość? Tak odpowiedział dziennikarzowi Republiki

Pierwsze informacje o zdarzeniu przekazało wojsko polskie oraz lubelska policji. Na reakcję rządzących trzeba było jednak poczekać. 

Żołnierze byli gotowi do zestrzelenia, gdyby pocisk bezpośrednio zagrażał terenom zabudowanym. Na szczęście spadł szybciej niż podjęto decyzję o zestrzeleniu. Ludność cywilna została ostrzeżona syrenami. Jako społeczeństwo ciągle się uczymy reakcji na takie sytuacje

– mówił po południu szef rządu, podczas konferencji prasowej w Tarnawie-Kolonii.

Po komunikatach Tuska oraz ministrów - dziennikarze ruszyli z zadawaniem pytań. Reporter TV Republika zapytał: "skąd wiedzieliście, że ta rakieta spadnie na teren niezabudowany, skoro zniknęła ona wam z radarów i dopiero znaleźliście szczątki? To jest pierwsze pytanie. A drugie to dlaczego nie zastosowano alertu RCB i mieszkańcy w zasadzie do szóstej rano, kiedy dopiero telewizja, radio zaczęły nadawać, nie wiedzieli, co się stało przez tę noc?".

"My sobie dokładnie zdajemy sprawę z tego, że chcielibyśmy mieć i stuprocentową skuteczność, i chcielibyśmy mieć takie systemy, które widzą każdy pocisk, każdą rakietę od momentu startu do momentu zestrzelenia albo neutralizacji. W technologii się to nie jest możliwe. Jeszcze raz powtórzę - dzisiaj najlepiej przygotowane do wojny w powietrzu są Ukraina i Rosja. Z oczywistych względów. trzy lata doświadczeń wojennych robi swoje. A skuteczność zestrzeliwania, precyzyjnej obserwacji, kiedy są to Patrioty, to jest 50 proc. Nie ma dzisiaj systemu idealnie doskonałego. I dlatego tak bardzo musimy polegać też na decyzjach ludzkich. Trafnych, czasami nietrafnych. Ta była trafna. Tak, wojsko obserwując niebo, czasami traci z widoku obiekty"

– stwierdził Tusk.

Później głos zabrał Marcin Kierwiński, szef MSWiA, który opowiadał o... alarmowaniu. 

"Doprowadziliśmy do takiej sytuacji, że te syreny mogą być realnym ostrzeżeniem. Oczywiście ten system będzie rozbudowywany. Ale to jest najszybszy sposób. Dlatego zdecydowaliśmy się na tą informację. Jak państwo wiecie, bardzo intensywnie szkolimy także w mediach. Za pośrednictwem mediów informujemy o tym, jakie sygnały co oznaczają. Sygnał zarządzający alarm, sygnał odwołujący alarm. W momencie, jak ustaje przyczyna niebezpieczeństwa, przyczyna zarządzenia tego alertu, społeczeństwo jest o tym informowane w ten sam sposób, w który zostało poinformowane o tym alercie. Wysyłanie, choć żeby było jasne, będziemy przeglądać jeszcze tej procedury pod tym kątem, ale od strony procedur każdy obywatel był poinformowany, co się zadziało..."

 - mówił minister.

Po odpowiedziach Tuska i Kierwińskiego, dziennikarz stacji Domu Wolnego Słowa zadał kolejne pytanie: "czy w takim razie to nie jest pewne zaniedbanie z waszej strony, że rządzicie trzy lata i dalej te procedury nie są zmienione pod tym kątem?".

"Pyta bardzo zaangażowana politycznie stacja Telewizja Republika i szuka dziury w całym. Przepraszam za to sformułowanie..." - wypalił Tusk. Po chwili - uderzył nie tylko w Republikę, ale i w poprzedni rząd. 

"W pytaniu była zawarta teza, że myśmy nie wykorzystali czasu, jaki dostaliśmy jako rząd. Z każdym zdarzeniem Polska jest lepiej przygotowana. My nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich scenariuszy. Ja nie używam polityki w sytuacjach, kiedy Polska jest zagrożona. I to staram się zawsze, tak jak to było także dzisiaj rano, być natychmiast w kontakcie i z prezydentem, i wygaszać wszystkie, wiecie, takie wyścigi partyjno-polityczne. Ale jeśli pytacie mnie, szczególnie pańska stacja, czy myśmy ten czas zmarnowali, przypomnijcie sobie wypadek pod Bydgoszczą. Nie wymienię nazwiska tego ministra, chociaż on dzisiaj głośnie krzyczy. Ale wtedy nie było ani syren, ani SMS-ów. Nikt nie wiedział, że rakieta wleciała. To trwało tygodniami. Nie było ani żołnierzy, ani strażaków. Była pani na koniu, która tę rakietę znalazła. I chociaż wiedziano o tym, że prawdopodobnie wleciała rakieta, milczano. Godziny, dni, tygodnie. Ukrywano tę informację przed opinią publiczną. Moim zdaniem różnice w postępowaniu, w procedurach, w logistyce są widoczne gołym okiem. Wybaczcie, ale to jest niebo i ziemiem".

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Media