Przed Sądem Okręgowym w Legnicy toczy się proces wytoczony przez prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego przeciwko TVN, wydawcy portalu Onet.pl oraz autorom reportażu TVN “Brudna Gra”.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”
Na kolejnej rozprawie przesłuchano dwóch współautorów materiału, wyemitowanego w lutym 2024 roku w programie „Superwizjer”.
Sąd skupił się na sposobie przedstawienia informatorów rzekomo związanych ze służbami. W reportażu lektor zapowiada, że dziennikarze spotykają się przed siedzibą Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego z informatorem, który następnie wsiada do samochodu prowadzonego przez Jakuba Stachowiaka.
Prawda okazała się inna. Przed sądem dziennikarz przyznał:
„ja w tym materiale w samochodzie jeżdżę z aktorem, nie z informatorem”.
Jak zeznał, wypowiedzi przypisane informatorowi odczytywał lektor, a jego głos został zmodulowany.
“Teksty przygotowywali autorzy materiału. Stachowiak zeznał, że sam nie weryfikował tej części reportażu, ponieważ nie należało to do jego zadań” - relacjonuje przebieg rozprawy serwis lubin.pl.
Autorzy reportażu przekonali widzów, że oglądają autentyczne spotkanie z funkcjonariuszem lub informatorem, którego twarz i głos ukryto dla jego bezpieczeństwa. Jak się okazuje, na ekranie występował aktor, a wypowiedzi odczytywał lektor. Sposób realizacji tworzył więc wrażenie autentycznej rozmowy, choć widz oglądał inscenizację. Ponadto aktorzy nie zostali wskazani w napisach końcowych.
“Samo wykorzystanie rekonstrukcji nie jest w reportażu niedopuszczalne. Powinna być ona jednak oznaczona w sposób, który nie pozostawia odbiorcy wątpliwości, czy ogląda prawdziwego rozmówcę, czy aktora odgrywającego jego rolę”
- zauważa serwis.
Istnieją też poważne wątpliwości co do wiarygodności stenogramów wykorzystanych w publikacjach.
“W lutym 2026 roku Prokuratura Okręgowa w Legnicy poinformowała, że stenogramy zostały sfałszowane i nie stanowią zapisu autentycznych rozmów Roberta Raczyńskiego oraz Andrzeja Pudełki. Śledczy ustalili również, że dokumenty nie pochodziły z postępowań prowadzonych przez służby. Według opinii biegłego dialogi zostały stworzone przez człowieka lub grupę ludzi” - przypomniał lubin.pl.