Na infolinię Telewizji Republika zadzwonił mężczyzna, który groził zarówno obecnym pod Trybunałem Konstytucyjnym społecznym obrońcom, jak i Tomaszowi Sakiewiczowi.
- To nie jest grożenie, tylko tak trzeba by zrobić - mówił dzwoniący.
CAŁA ROZMOWA Zadzwonił i zagroził podłożeniem ognia w miasteczku przed TK. "To co mówię to robię"
Nagranie rozmowy opublikowała stacja. Prezes Republiki udał się na komendę policji, by zgłosić groźby.
Mówił, jakby miał rzeczywiście taki plan. Czy to zamierza zrealizować, to już musi sprawdzić policja.
- powiedział Tomasz Sakiewicz na antenie stacji.
Podkreślił, że dzwoniący mężczyzna nie był pod wpływem silnych emocji. Wspomniał przy tym, że nie wiadomo, czy grożący jest członkiem jakiejś zorganizowanej grupy, ani czy jego postawa może kogoś zainspirować.
Przebywający przed Trybunałem Konstytucyjnym ludzie zaczęli gromadzić odpowiednie środki gaśnicze w obawie przed spełnieniem tych gróźb.
Sakiewicz oraz mecenas Lew-Mirskim spędzili na komendzie ponad 1,5 godziny. Prezes stacji przyznał, że czynności zostały przeprowadzone profesjonalnie i policjanci podeszli do sprawy poważnie. Prawnik przyznał, że jeszcze w środę naczelnik jednego z wydziałów policji zwrócił się do niego z pytaniami o tę sprawę.