Blisko 4,5 mln zł publicznej pomocy przeznaczonej dla przedsiębiorców poszkodowanych przez powódź trafiło do trzech firm związanych z Dziwiszowem na Dolnym Śląsku. Jak ustaliła Wirtualna Polska, jedną prowadzi mąż działaczki KO i wiceprezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego Anny Konieczyńskiej, druga należy do jej sąsiada, a trzecia do właściciela lokalnej telewizji współpracującej z samorządem.
Poważne wątpliwości dotyczą tego, czy wskazane nieruchomości rzeczywiście ucierpiały wskutek powodzi. Dostępne dane straży pożarnej, Wód Polskich oraz systemów satelitarnych nie potwierdziły ich zalania, choć przedstawiciele firm przekonują, że ponieśli szkody. Firma męża Konieczyńskiej otrzymała 200 tys. zł, natomiast całą procedurę przyznawania wsparcia kontroluje CBA. Czynności podjęły również resort rozwoju i prokuratura.
Wiceprezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego została zawieszona w partii i czeka ją sąd koleżeński - zapowiedział w poniedziałek we Wrocławiu szef dolnośląskiej KO Michał Jaros. Do zawieszenia Konieczyńskiej miało dojść w czerwcu 2026 r., ale bez rozgłosu medialnego. Ale - dopiero dzisiaj sprawa zmian osobowych w zarządzie ma być poruszana podczas posiedzenia rady nadzorczej KARR.
Konieczyńska złapana przez dziennikarzy. Odjechała, ale... "ma wrócić"
Do Jeleniej Góry udał się Janusz Życzkowski, dziennikarz TV Republika, który pod siedzibą KARR próbował porozmawiać z Konieczyńską.
Nie bójcie się, ja na pewno z Wami porozmawiam. Nie bójcie się, ja nie uciekam, słowo honoru, nie uciekam. Nieważne, co o mnie mówicie. Ja wiem, że mówicie to, co chcecie, ale nie bójcie się, ja do Was wrócę.
– mówiła bohaterka afery, co pokazała TV Republika.
Życzkowski relacjonował dalej: "zostaliśmy trochę dłużej rozmawiając z Piotrem Konieczyńskim, który prowadzi działalność gospodarczą, mężem, który otrzymał z Agencji Rozwoju Regionalnego te środki. Kluczył, udzielał wymijających odpowiedzi. Właściwie to nie były odpowiedzi. Nie chciał pokazać miejsc, które zostały dotknięte przez wodę. Nie chciał odpowiadać na jakieś szczegółowe pytania. Mówił tylko, że doświadcza w tej chwili hejtu razem z żoną".
Próbowałem go przekonać, by właśnie pokazał te miejsca, które zostały dotknięte przez wodę, żeby opowiedział o tych zniszczeniach. To wtedy być może ten hejt, ta złość Polaków na to cwaniactwo ustanie. Ale nie chciał w żaden sposób do tego się odnieść. A sprawa bulwersuje naprawdę opinię publiczną, dlatego że w sytuacji, gdy jest tak wiele poszkodowanych osób, tutaj po prostu środki trafiają do nie tych, co trzeba.
– dodał reporter TV Republika.