Skierował mailem pytania za pośrednictwem rzecznika prasowego do władz jednej z instytucji - to wystarczyło, żeby sąd skazał dziennikarza prawomocnym wyrokiem za zniesławienie. - Nie było reportażu, był tylko mail - powiedział red. Mateusz Teska w rozmowie z portalem Niezalezna.pl.
W lipcu 2024 roku red. Mateusz Teska usłyszał wyrok dwóch miesięcy ograniczenia wolności. Skazano go z art. 212 kodeksu karnego. W apelacji wyrok został podtrzymany, ale zmieniono karę na grzywnę w wysokości 5 tys. zł. Dziennikarz będzie także widniał w rejestrze skazanych przez najbliższy rok.
Wyrok skazujący w I instancji wydała Magdalena Nowakowska z Sądu Rejonowego w Płocku. Apelację rozpatrywał sędzia Sądu Okręgowego w Płocku Robert Dobaczewski.
Co zrobił dziennikarz? Za pośrednictwem maila skierowanego do rzecznika prasowego zadał pytania władzom jednej z instytucji. Ostatecznie dziennikarz nie opublikował materiału prasowego, a jedynie zbierał informacje do przyszłej publikacji.
Pytania red. Teski dotyczyły sędzi w stanie spoczynku, która uznała ich treść za pomawiające i wytoczyła dziennikarzowi proces karny. Szczegóły jego przebiegu są niejawne - sama oskarżycielka o to zawnioskowała.
Mateusz Teska w rozmowie z portalem Niezależna.pl ocenił wyrok jako skandaliczny i uderzający w wolność mediów.
Ten wyrok według mnie oznacza, że każdy dziennikarz będzie obawiał się podejmować niektórych tematów dotyczących osób publicznych, skoro już na etapie przygotowań do reportażu, jeszcze przed publikacją czegokolwiek, można być pociągniętym do odpowiedzialności karnej i w konsekwencji skazanym
– powiedział portalowi Niezależna.pl dziennikarz.
- Kuriozum jest to, że wysłałem maila oficjalną drogą w ramach przygotowań do jednego z reportaży. Tego typu wiadomości jako dziennikarz wysyłam dziesiątki, jak nie setki - podkreślił.
Reportaż nigdy nie zaistniał w przestrzeni publicznej
– zaznaczył.
Podkreślił, że pytania z maila nie były nigdy nigdzie upublicznione.
Dodał, że sprawa sędzi była tylko jednym z wątków, który miał się pojawić w materiale, który ostatecznie nigdy nie powstał. - Nie było reportażu, był sam mail - zaznaczył redaktor w rozmowie.
Dopytywany, z czym wiąże się dla niego wpisanie go do rejestru skazanych odparł, że ma to dla niego konsekwencje w życiu prywatnym. - Jest to pewna uciążliwość. Bardziej niż sama kara - zaznaczył.
W obronie red. Teski wystąpiła także redakcja Magazynu Anity Gargas, dla którego dziennikarz przygotowywał materiały.
"Karanie dziennikarzy poszukujących informacji w dostępnych prawem źródłach jest sprzeczne z ich powinnością weryfikowania wiedzy. To przejaw naruszenia podstawowych praw obywatelskich w zakresie wolności słowa i zagrożenie dla wolności wszystkich mediów w Polsce. Nie możemy pozwolić na to, by pozyskiwanie informacji za pośrednictwem rzecznika prasowego było karalne!"
– czytamy we wpisie na platformie X.