Przed kilkoma dniami informowaliśmy, że Leonid Swiridow, akredytowany w Warszawie korespondent rosyjskiej agencji RIA Novosti, był przed laty oskarżony przez czeską prasę o pracę na rzecz rosyjskich służb specjalnych. W 2006 r. dziennik „Mladá fronta Dnes” opublikował informacje, z których wynikało, że czeskie MSZ odmówiło reporterowi RIA Novosti przedłużenia jego akredytacji dziennikarskiej. Głównym powodem odmowy miały być podejrzenia o działalność szpiegowską. Sam Swiridow w rozmowie z "Gazetą Polską Codziennie" kategorycznie temu zaprzeczył i grozi sądowym pozwem.
– Jeśli państwo poszukują jakichś głupot, proszę do mnie nie dzwonić. Mnie to strasznie denerwuje. Ze służbami specjalnymi nie współpracuję, ani z FSB, ani FBI – mówił. I przestrzegał: „Jeśli w państwa gazecie coś się ukaże, to od razu będzie sprawa sądowa”.
Poza tym - jak ustalił portal niezalezna.pl - kilka miesięcy po katastrofie smoleńskiej Swiridow umieścił na swoim profilu Facebook szyderczy fotomontaż przestawiający pomnik Lecha Kaczyńskiego na ośle, z podpisem "Prezydent tysiąclecia, brat Jarosława Kaczyńskiego".
To nie koniec ciekawych informacji o rosyjskim dziennikarzu. Wczoraj portal wprost.pl podał, że był tłumaczem i organizatorem niedawnego wyjazdu polskich dziennikarzy (m.in. z TVP, Trybuny i Rzeczpospolitej) do Rosji. Wycieczkę finansował Acron, spółka kierowana przez Wiaczesława Kantora i zainteresowana przejęciem polskich Azotów.
Tymczasem Ministerstwo Spraw Zagranicznych uważa, że wszystko jest w porządku. Na nasze pytania (wysłane w ubiegłym tygodniu) odpowiedź otrzymaliśmy dopiero dzisiaj. Jest ona bardzo lakoniczna.
"W nawiązaniu do Pana pytania uprzejmie informujemy, że pan Leonid Sviridov otrzymał akredytacje zgodnie z obowiązującymi przepisami" - czytamy w mailu wysłanym z biura prasowego MSZ. Ale my pytaliśmy o coś innego. Czy Radosław Sikorski wiedział, że akredytowany w Polsce dziennikarz był podejrzany o współpracę z rosyjskimi służbami specjalnymi. Na to odpowiedzi nie otrzymaliśmy.