W dodatku, który ukaże się jutro można będzie także przeczytać artykuł Piotra Dmitrowicza o Solidarności Walczącej.
„Solidarność Walcząca” jako jedna z nielicznych organizacji podziemnych od samego początku twardo protestowała przeciwko rozmowom z komunistami przy okrągłym stole, wyborom czerwcowym i wreszcie temu, żeby to gen. Wojciech Jaruzelski został prezydentem.
Pierwszym sukcesem nowej organizacji były zorganizowane już w czerwcu – 13 i 26 manifestacje, które zgromadziły setki wrocławian i jednocześnie zmusiły do mobilizacji służbę bezpieczeństwa. Wkrótce szeregi „Solidarności Walczącej” zaczęły się rozrastać. Co ciekawe ze względu na dobrą konspirację i liczne odgałęzienia, SB szacowała, że działa ona w 27 miastach. Do dzisiaj nie wiadomo, ilu członków miała organizacja. Najczęściej mówi się o ok. 2000 osób, co jak na ówczesne realia stanowi naprawdę niezły wynik. Działacze SW mogli imponować rozmachem swoich działań, których wachlarz obejmował m.in. od wydawania blisko stu tytułów podziemnej prasy, emisji nielegalnych programów radiowych, nasłuchu i inwigilacji esbecji, organizowania manifestacji, aż po akcje quasi terrorystyczne, jak spalenie domku letniskowego zastępcy szefa SB we Wrocławiu, czy podłożenie ładunku wybuchowego pod gmach Komitetu Miejskiego PZPR w Gdyni. Od początku istnienia na czele organizacji stał Kornel Morawiecki, który – ukrywając się w ponad 50 lokalach – został wytropiony i aresztowany przez SB 9 listopada 1987 roku.
Z kolei Tomasz Panfil w artykule Coś się skończyło, coś powstało. Od czerwca 1979 do czerwca 1989 roku napisał
Trzydzieści lat, które dzieli nas od wydarzeń roku 1989, to z jednej strona cała epoka – pod względem technologicznym świat zmienił się przecież nie do poznania, a dzisiejsza codzienność przerosła najśmielsze spekulacje futurologów i pisarzy s-f. Z drugiej jednak strony – choć 30 lat to okres życia jednej generacji – to mentalność współczesnych Polaków zmieniła się niewiele, choć o starych postawach, poglądach, ideach i zamiarach mówimy nowym językiem. Semantyka to niezwykłe narzędzie, pozwalające opowiadać o tych samych faktach zupełnie różnymi słowami, sprawiające że prawda o przeszłości wciąż jest niepoznana, a dyskusje ostre. Rok 1989, rok przełomu to budzi nader żywe emocje.
Dodatek powstał przy współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej. Historycy IPN pokazali jak powstawało zbrodnicze prawo Polski Ludowej, tworzone tylko po to, by zniewolić naród.
Jednym z narzędzi wykorzystanych przez komunistów do podboju Polski po 1944 roku był, obok bezpieki oraz wojska, tzw. wymiar sprawiedliwości. Jego zadanie polegało na sankcjonowaniu bezprawia ‒ uderzało ono nie tylko w stawiających czynny opór narzuconym obcym rządom, ale dusiło w zarodku każdy przejaw działania, w którym władza dostrzegała potencjalne zagrożenie dla systemu.
Najeźdźcy ze wschodu stworzyli wraz z rodzimymi kolaborantami armię ludzi gotowych służyć ideologii narzuconej przez Moskwę. Kadry dla instytucji zwanej w komunistycznej nowomowie wymiarem sprawiedliwości dobierali i formowali z wielką starannością przez kilkadziesiąt lat. Nie stosowali przy tym kryteriów ani merytorycznych, ani moralnych ‒ kierowali się wyłącznie względami ideowo-politycznymi. Cel swój osiągnęli: ukształtowali środowisko funkcjonariuszy służalczych i uległych, wynagradzanych za bezwarunkowe posłuszeństwo materialnymi przywilejami.
– napisał prezes IPN dr Jarosław Szarek.
Zachęcamy do przeczytania całego dodatku, który już jutro trafi do kiosków.