Sceptycy i wolnomyśliciele chętnie redukują chrześcijaństwo do indywidualnego, subiektywnego aktu umysłu i ducha: wiara w takim ujęciu jest tylko poszukiwaniem sensu i celu istnienia, tęsknotą za sacrum. Tymczasem fundamenty katolicyzmu ufundowane są nie tylko w wierze, lecz także na mocnych źródłach historycznych. Marzeniem i obowiązkiem historyka jest poszukiwanie źródeł i ich konfrontowanie ze sobą. Obowiązkiem, bo historyk dąży do prawdy obiektywnej. Marzeniem, bo rzadko udaje się znaleźć świadectwa opowiadające o tym samym wydarzeniu. A z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w historii Jezusa: liczne są opowieści o Jego przyjściu na ten świat, nauczaniu tłumów z ludu wybranego, o spisku przerażonych żydowskich arcykapłanów i faryzeuszy, o Jego Ofierze oraz o Zmartwychwstaniu.
Ewangelie kanoniczne, apokryfy i agrafy
Zasadniczą częścią Nowego Testamentu są cztery ewangelie kanoniczne. Trzy z nich – śś. Marka, Mateusza i Łukasza – nazywamy ewangeliami synoptycznymi. Są one do siebie podobne konstrukcyjnie, zawierają te same opowieści, często przekazywane tymi samymi słowami. Najobszerniejszą z nich jest Ewangelia św. Łukasza, w której znajdziemy najwięcej szczegółów. Ewangelia św. Jana, najpóźniejsza, bo spisana około roku 70, odbiega treścią od Ewangelii synoptycznych. Jej Prolog jest odmienny od osadzonych w chronologii początków pozostałych Ewangelii, jest też jednym z najpowszechniej znanych fragmentów Biblii: „Na początku było Słowo, to Słowo było u Boga, Bogiem było to słowo”. Ewangelia umiłowanego ucznia Jezusa, choć skromniejsza leksykalnie niż pozostałe trzy, skupia się mocno na teologii zbawienia, a okresowi Męki Pańskiej poświęcona jest niemal połowa tekstu. Kanon Nowego Testamentu ukształtował się w połowie IV wieku, a w jego skład weszły księgi natchnione, o „niezwykłej godności”, przekazujące prawdy objawione, dopuszczone przez Kościół do publicznego czytania.
Opowiadając o swojej drodze naukowej, ks. prof. Waldemar Chrostowski stwierdził, że „w przypadku studiowania Biblii celem nie jest samo studiowanie, nawet nie tylko zaspokajanie ludzkiej ciekawości, chociaż to również wchodzi w rachubę i na pewno przynosi satysfakcję. Celem dogłębnych studiów biblijnych jest odpowiadanie na pytania, które rodzą się podczas lektury Pisma Świętego…”. Z tych – często naiwnych – pytań stawianych w pierwszych dziesięcioleciach po Zmartwychwstaniu, z wielkiej ciekawości słuchaczy Ewangelii, narodziły się apokryfy, opowieści bardziej ludowe i ludyczne niż Ewangelie. Autorzy apokryfów najchętniej opowiadają o wydarzeniach w księgach kanonicznych pominiętych milczeniem, ledwo wspomnianych, a przez to intrygujących: o narodzinach i dzieciństwie Maryi, o śmierci Józefa, o dyskusjach Piłata z Żydami, o tym, co czynił Chrystus po śmierci, a przed Zmartwychwstaniem, o Wniebowzięciu Maryi. Tekstów takich było wiele, najbardziej znane są „ewangelie” Piotra, Andrzeja, Tomasza, Judasza, Nikodema, Bartłomieja, cykl Piłata, pseudoewangelie dzieciństwa, legenda Józefa Cieśli. Jest nawet utwór zatytułowany „Zemsta Zbawiciela”.
Apokryfów – powstających w różnym czasie i miejscach – jest wiele: zgodnie z postanowieniem synodu w Laodycei z 360 roku nie mogły być czytane w świątyniach. Do kościołów dostały się inną drogą: wiele dzieł sztuki zdobiących wnętrza domów Bożych opartych jest właśnie na nich. Do najpopularniejszych tematów należą narodziny Maryi, zstąpienie Chrystusa do otchłani i wyprowadzenie stamtąd dusz nieochrzczonych sprawiedliwych czy śmierć św. Józefa. To apokryfy przekazują nam na przykład imię żony Poncjusza Piłata, która w czasie sądu nad Jezusem napisała do prokuratora, radząc mu, by nie brał udziału w żydowskiej intrydze: „Nic tobie i sprawiedliwemu temu; albowiem wiele cierpiałam dziś przez sen dla Niego” (Mt 27, 19). Ewangelia Nikodema twierdzi, że żona Piłata nazywała się Claudia Procula, że jej słowa Piłat przytoczył oskarżającym Jezusa, a w odpowiedzi usłyszał: „Czyż nie mówiliśmy, że jest [Jezus] czarownikiem? Patrz, oto zesłał sen na twoją żonę”.
Agrafon to wypowiedź przypisywana Jezusowi, ale nieznajdująca odpowiednika w Ewangeliach. Najobszerniejszym zbiorem wypowiedzi Zbawiciela jest „ewangelia” Tomasza apostoła, w której znajduje się 113 krótszych i dłuższych sentencji: „To są tajemne słowa, które wypowiedział Jezus żywy, a zapisał je Didymus Juda Tomasz” – tak zaczyna się to dzieło.
Wiele agrafonów znajduje się w apokryfach, ale są także w dziełach Ojców Kościoła i świętych: w pismach Hieronima, Tertuliana, Orygenesa, Klemensa Rzymskiego, biskupa Ignacego Antiocheńskiego, św. Ireneusza, a także w tekstach islamskich.
Śmierć
W piątek ciemność okryła ziemię od godziny szóstej aż do dziewiątej – zgodnie twierdzą ewangeliści, a informację tę powtarzają za nimi autorzy apokryfów. To rzymska miara godzin dnia, który zaczyna się o szóstej rano. Godzina szósta więc to południe, dziewiąta – to nasza godzina piętnasta. Świat pogrąża się w mroku, sama natura nie chce widzieć śmierci swego stwórcy. Zresztą Jezus to zapowiedział: „Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata” (J 9, 4-5). O godzinie trzeciej Chrystus umiera, a zgon Syna Człowieczego jest podwójnym końcem: końcem ludzkiej historii, która zaczęła się w momencie upadku pierwszych rodziców, oraz końcem przymierza Boga z ludem wybranym, przymierza, którego zadaniem było przygotowanie tegoż ludu na przyjście Mesjasza i Odkupiciela, który zwycięży samą śmierć, „która na drzewie [rajskim] wzięła początek, na Drzewie [Krzyża] została pokonana”. Symbolem zakończenia pierwszego przymierza jest rozdarcie się z góry na dół zasłony w świątyni – o czym czytamy w Ewangeliach synoptycznych. Zasłona oddzielała od reszty świątyni „święte świętych”, miejsce, do którego dostęp miał tylko arcykapłan, a i on tylko raz w roku. W momencie śmierci Jezusa zasłona rozdarła się na dwie części, a za nią była tylko pustka. O tym, że „święte świętych” jest puste, przekonał się już Pompejusz Wielki, który w 63 roku przed Chrystusem zdobył Jerozolimę, wyrżnął obrońców świątyni i wkroczył do „miejsca najświętszego”.
Śmierć Jezusa to wydarzenie, które wstrząśnie całym światem – w sensie duchowym – Jerozolimą zaś wstrząsnęło dosłownie. Jak pisze Mateusz: „(…) ziemia zadrżała, a skały popękały. I groby się otworzyły, i wiele ciał świętych, którzy byli posnęli, powstało. I wyszedłszy z grobów, po zmartwychwstaniu Jego, weszli do miasta świętego, i ukazali się wielom” (27; 51-53). Zstąpienie Chrystusa do piekieł było tak intrygujące, tak emocjonujące słuchaczy, że chętnie rozpisują się o nim autorzy apokryfów. W Ewangelii Nikodema Hades – czyli piekło – mówi do szatana: „Belzebubie, dziedzicu ognia i kaźni, wrogu świętych, co cię zmusiło, abyś ukrzyżował Króla chwały, aby tu przyszedł i złupił nas? Obróć się wokół i patrz: żaden zmarły we mnie nie pozostał, ale wszystkich, których zyskałeś dzięki drzewu wiedzy [aluzja do grzechu pierworodnego], utraciłeś przez drzewo krzyża… Chciałeś zabić Króla chwały, a sam siebie zabiłeś”. Tymczasem „Król chwały wyciągnął swą prawicę, ujął nią i obudził praojca Adama, a następnie zwróciwszy się do pozostałych, powiedział »Nuże, naprzód za mną wszyscy, którzy pomarliście ze względu na drzewo, którego on dotknął: oto ja was wszystkich podnoszę znowu przez drzewo krzyża«. Z tymi słowami wypchnął wszystkich na zewnątrz…”.
Zmartwychwstanie
„Czy może być bardziej niedorzeczne widowisko niż uzbrojeni żołnierze, którzy mają oko na trupa?” – z rozbawieniem pyta arcybiskup Sheen. I zaraz dodaje: „Jednak wartownicy zostali ustawieni na wypadek, gdyby martwy zaczął chodzić, milczący przemówił, a przebite serce przyspieszyło w rytm życia”. I kolejne zadziwienie w tym ciągu rzeczy zadziwiających: „Król spoczywał uroczyście, otoczony strażą, a najbardziej zdumiewającym faktem w tym widowisku czuwania nad martwym było to, że Zmartwychwstania Chrystusa spodziewali się nieprzyjaciele, ale nie jego przyjaciele. To wierzący byli sceptykami, to niewierzący byli łatwowierni. Jego wyznawcy potrzebowali i domagali się dowodu, nim dadzą się przekonać”. To zdziwienie upartym niedowiarstwem uczniów dzieli arcybiskup z błogosławioną Katarzyną Emmerich: „Dziwiło mnie to nieraz, że chociaż Jezus pojawił się już Piotrowi, Janowi i Jakubowi, jednak większość Apostołów i uczniów nie chciała uwierzyć w prawdziwość Zmartwychwstania” – pisała. Ale to niezmienna cecha ludzkiego umysłu, że raczej usiłuje znaleźć jakieś mające choćby pozór racjonalności wyjaśnienie, niż uwierzyć w to, co w powszechnym mniemaniu niemożliwe. „Tłumaczyli to sobie tak – pisała dalej bł. Katarzyna – że Jezus nie pojawił się w swym rzeczywistym, żywym ciele, lecz że było to tylko widzenie duchowe, podobne do tych, jakie miewali prorocy”. Co intrygujące, za niedowiarka powszechnie uchodzi tylko spostoł Tomasz, niezłomnie wierny Jezusowi pesymista. Widzi knowania kapłanów i faryzeuszy, boi się o Mistrza w ogarniętej niepokojami Jerozolimie, ale mimo to mówi: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć” (J 11, 16). Kochająca Nauczyciela Maria Magdalena o pierwszym świtaniu biegnie do grobu, by namaścić Jego martwe ciało, myśląc o tym, kto odsunie ciężki kamień. Widzi aniołów, którzy siedzą w pustym grobowcu, i dalej nie wierzy. Widzi Zmartwychwstałego, który mówi do niej: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona, sądząc, że to ogrodnik, rzecze Mu: Panie, jeśli Go ty wziąłeś, powiedz mi, gdzieś Go położył, a ja Go wezmę” (J 20, 12-15). W Zmartwychwstanie tego, którego ukrzyżowali, wierzą Annasz z Kajfaszem i z innymi kapłanami, bo przekupują żołnierzy, by opowiadali kłamstwa o wykradzeniu Jego Ciała przez uczniów. Nie mogą uwierzyć uczniowie. Chrystus ukazał się jedenastu „siedzącym u stołu, i wymawiał im niedowiarstwo i zatwardziałość serca, że tym, którzy Go widzieli, że zmartwychwstał, nie uwierzyli”. Lecz gdy w końcu uwierzyli, odmieniły się ich serca, wyszli z zamkniętego Wieczernika i nieustraszenie głosili Dobrą Nowinę o Zmartwychwstaniu, oddając jeden po drugim życie za prawdę. Więc i nam, ludziom grzesznym, wątpiącym, okłamywanym pozostaje tylko wierzyć w słowa Zmartwychwstałego przekazane przez Marka w zakończeniu jego Ewangelii: „A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata”.
Radosnych Świąt Wielkanocnych pic.twitter.com/p0fLPizda6
— Tomasz Sakiewicz (@TomaszSakiewicz) April 5, 2026