Fatalna debata w wykonaniu Joe Bidena w starciu z Donaldem Trumpem, niepokojące sondaże, wpadki podczas szczytu NATO, zamach na kandydata republikanów, wielka konwencja rywali w Milwaukee i JD Vance nominowany na wiceprezydenta w razie wygranej byłego prezydenta - to wszystko, oprócz złego stanu zdrowia, złożyło się na sensacyjną rezygnację demokraty z wyścigu wyborczego. Ekspert Łukasz Kohut zwraca uwagę, że nie było tylko jednego czynnika, który doprowadził do słusznej, choć o wiele spóźnionej decyzji Bidena.
Seria memów z Lechem Wałęsą pod hasłem "i ja mu wtedy mówię..." ziściła się w praktyce. Były prezydent w rozmowie z Onetem stwierdził, że to on namówił Donalda Trumpa do wejścia w politykę i teraz tego żałuje.
Lider Demokratów w Senacie Chuck Schumer pochwalił Joe Bidena za decyzję o wycofaniu się z kandydowania na urząd prezydenta USA, nazywając go "wielkim patriotą". Tymczasem lider Republikanów w Izbie Reprezentantów, Mike Johnson, wezwał Bidena do natychmiastowej rezygnacji z urzędu prezydenta.