„Welt am Sonntag” uzyskał dostęp do tajnych akt śledztwa oraz rozmawiał anonimowo z wysokimi rangą przedstawicielami niemieckich służb bezpieczeństwa.
Akta te wskazują na dwóch głównych podejrzanych w sprawie incydentu z dronem z materiałem wybuchowym na lotnisku w Lipsku z początku sierpnia. Jeden z nich ma być powiązany z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU.
Redakcja „Welt am Sonntag” zna pełne nazwiska podejrzanych, a także szczegóły dotyczące ich wjazdu do Niemiec i wyjazdu z tego kraju. To obywatel Białorusi, nazywany przez redakcję Andrei Ka., oraz Rosjanin, określany jako Oleg Le.
Drugi z tych mężczyzn miał odpowiadać za przygotowanie zamachu oraz logistykę. To właśnie on łączony jest z GRU. Le. miał przylecieć na lotnisko w Berlinie z Turcji. Następnie opuścił RFN i udał się do Serbii. Obecnie ponownie przebywa w Rosji.
Na ślad Ka. służby wpadły bo znalezieniu śladów DNA na konstrukcji antenowej, zlokalizowanej poza lotniskiem. Miała ona, według ustaleń, służyć do sterowania dronem. Te same ślady DNA, przypisane do Ka., zostały wcześniej zarejestrowane już w Finlandii i na Litwie.
„Polskie władze łączą Ka. także z pożarem w markecie budowlanym w Łodzi latem 2024 roku, który łódzka prokuratura również traktuje jako akt sabotażu”
- pisze „Welt am Sonntag”. Gazeta dodaje, że „fakt, iż Ka. pojawia się także w związku z zamachem w Lipsku, jest uznawany za kolejny sygnał wskazujący na sterowanie operacją przez rosyjskie struktury”.
„Welt am Sonntag” pisze, że dwa z trzech użytych w trakcie incydentu w Lipsku dronów z nieznanych przyczyn zostało zniszczonych już podczas startu. Trzeci dotarł do samolotu Antonow, jednak nie eksplodował, bo oderwał się zapalnik.
Według ustaleń śledczych do przeprowadzenia ataku miało zostać użytych łącznie około 1,8 kilograma materiału wybuchowego Semtex. Samolot Antonow, który był celem zamachu, miał w zbiornikach około 25 tys. litrów paliwa lotniczego.
„Gdyby ładunek wybuchowy eksplodował, według oceny śledczych doszłoby do potężnej eksplozji, która zniszczyłaby część lotniska”
- czytamy w „Welt am Sonntag”.