Po miesiącach rosyjskiej okupacji na podwórka domów w Chersoniu wyszły dzieci. Z radością i niebiesko-żółtymi flagami zatkniętymi na patykach witają ukraińskich żołnierzy. Mali chłopcy z zabawkowymi karabinami organizują punkty patrolowe. Jesteśmy ukraińskimi kozakami – przedstawiają się.
- Mój syn nie był na podwórku z osiem miesięcy. Bałam się go wypuszczać. Rosjanie byli nieprzewidywalni, nigdy nie wiedzieliśmy, co im strzeli do głowy
– wyjaśniła jedna z matek, spotkanych z synem w centrum miasta.
This is Kherson. These are our people.
— Defense of Ukraine (@DefenceU) November 18, 2022
📷Kyiv School of Photography pic.twitter.com/uTSgVNqmKx
Na widok ukraińskich samochodów wojskowych dwóch chłopców przed blokiem energicznie salutuje i wykrzykuje „Sława Ukrainie!”. Jeden z nich trzyma w ręku plastikowy, niebieski karabin.
„Jesteśmy kozakami” - mówi dziewięcioletni Sasza. „Jesteśmy ukraińskimi kozakami i pilnujemy tu Ukrainy!” – rezolutnie dodaje jego kolega, Artem.
Rozmowie przysłuchuje się 14-letni Wład. Oparty o ścianę łuska w zębach pestki słonecznika, wypluwając łupinki na asfalt. Pytany, jak wyglądało życie podczas okupacji odpowiada, że niedużo widział, bo wiele czasu spędził w schronie.
- Uciekaliśmy tam z rodzicami za każdym razem, kiedy na miasto leciały bomby. Schron był w piwnicy. Czasem siedzieliśmy w niej po kilka dni. Raz nawet chyba cały tydzień. Było nudno, ale rodzice zabraniali nam wychodzić
– mówi.
W trakcie okupacji Rosjanie wzywali rodziców, by posyłali dzieci do rosyjskiej szkoły, ale rodzice chłopaka na to nie pozwolili. Dlatego uczył się zdalnie w domu, u nauczycieli, którzy nie przeszli na stronę wroga.
- Rodzice nie chcieli mnie puścić do rosyjskiej szkoły. Mieliśmy lekcje online z naszymi starymi, ukraińskimi nauczycielami – opowiada Wład.
New trend in Ukrainian fashion.
— Defense of Ukraine (@DefenceU) November 18, 2022
In Kherson children are asking their liberators to sign their outerwear.
Those unique pieces may one day be auctioned at @Sothebys
📷Daniyar Sarsenov pic.twitter.com/60wxk6oR5L
Dwie ośmiolatki, Weronika i Ala, chodziły do rosyjskiej szkoły.
- Rodzice mówili, że dla nas jest to bardziej bezpieczne – mówi mniejsza Ala.
- Ja wolę jednak szkołę ukraińską. Nie podobało mi się w rosyjskiej, bo nic nie rozumiałam, a w ukraińskiej szkole rozumiałam wszystko i bardzo lubię swoją nauczycielkę
– zapewnia Weronika, która w rozmowie używała języka ukraińskiego.
Ala odpowiada na pytania po rosyjsku. Mimo to dziewczynka deklaruje, że nie czuła się swojsko w szkole, prowadzonej przez Rosjan.
- Mi także bardziej podobała się ukraińska szkoła, bo rozumiem język, a w rosyjskiej dużo nie rozumiałam. Oni mają nawet inne litery! Wcześniej ich nie znałam
– wyznaje.
11-letni Wołodymyr pyta dziennikarzy, czy mają jakieś wojskowe naszywki. Jest trochę rozczarowany, kiedy słyszy, że może dostać tylko cukierki, jednak chętnie je przyjmuje. Opowiada, że przez wojnę stracił najlepszego przyjaciela.
- Jak przyszli Rosjanie, to mój najlepszy przyjaciel, który był najlepszy jeszcze przed wojną spytał, czy jestem za Rosją. Odpowiedziałem mu, że nie, że jestem za Ukrainą. I tak przestałem się z nim kolegować. Ja jestem Ukraińcem, a nie jakimś Rosjaninem! Już się nawet nie witamy
– mówi.
russians may turn Ukrainian cities into ruins, but they will never be able to ruin our spirit and our will to resist! pic.twitter.com/LGWQ8V99VL
— Defense of Ukraine (@DefenceU) November 17, 2022
- Rosjanie to złodzieje. Ich armia kradnie i wynosi z domu sedesy. Z naszymi, ukraińskimi żołnierzami, jest lepiej, a Chersoń to Ukraina! – wykrzykuje na pożegnanie Wołodymyr.