Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Łotwa ma problem ze zwalczaniem dronów. Ekspert dla Niezalezna.pl: „Społeczeństwo jest zaniepokojone”

Ten incydent pokazuje, że Łotwa ma poważny problem w zwalczaniu dronów. Choć podobne wtargnięcia już się zdarzały. Pierwszy poważny przypadek miał miejsce jesienią 2024 roku, kiedy w kraju spadł rosyjski dron typu Shahed. Najwyraźniej Łotwa nie zrobiła wystarczająco dużo w zakresie rozwoju obrony przeciw dronom. Społeczeństwo jest zaniepokojone - komentuje dla Niezalezna.pl niedawny incydent z dronami na Łotwie Māris Andžāns, dyrektor łotewskiego Centrum Studiów Geopolitycznych (Ģeopolitikas pētījumu centrs) z siedzibą w Rydze.

Autor:

Do incydentu doszło w nocy z 6 na 7 maja. Wówczas na teren Łotwy z Rosji wleciało kilka dronów. Dwa z nich spadły kilkadziesiąt kilometrów od łotewsko-rosyjskiej granicy. O tym, jak dużym wstrząsem to stało dla kraju świadczyć może też to, że w niedzielę do dymisji podał się minister obrony kraju Andris Sprūds.

Dla Łotwy to rzeczywiście bardzo poważna sprawa. Incydent wzbudził ogromne zainteresowanie mediów.
Sytuacja wyglądała następująco - w czwartek rano mieszkańców przygranicznych terenów obudziły alarmy komórkowe, informujące o zagrożeniu dronami. Jeden z nich spadł w mieście Rēzekne (pol. Rzeżyca), w 40 km od granicy z Rosją. Drony uszkodziły cztery puste cysterny na terenie składu ropy naftowej.

Podobny alarm ogłoszono również następnego dnia i odwołano po kilku godzinach z komentarzem, że to może się powtórzyć póki trwa wojna. Ale dlaczego drony nie zostały zestrzelone?

Siły zbrojne Łotwy tłumaczą, że nie można było przewidzieć skutków zestrzelenia - odłamki mogły spaść na teren zamieszkany. Tak brzmi ich argumentacja. Moim zdaniem nie wytrzymuje ona krytyki, ponieważ można przecież wpływać na tor lotu drona nie tylko środkami kinetycznymi (zestrzelić pociskiem), ale także niekinetycznymi - można go przekierować lub zakłócić kurs jego lotu. Więc nie jest to dobry argument. Tym bardziej, że i tak nie było wiadomo, w co te drony mogą uderzyć.

Przedstawiciele łotewskiego rządu ostatecznie powiedzieli, że były to ukraińskie drony, które Rosja najwyraźniej przekierowała przy użyciu środków niekinetycznych. Choć to można było stwierdzić już na podstawie pierwszych zdjęć i nagrań wideo, które po incydencie trafiły do sieci. Wszystko to sprawiło, że społeczeństwo jest zaniepokojone.

Łotwa sama produkuje drony. Ale co mówi ten incydent o stanie gotowości Łotwy do ataku tą bronią ze strony państw trzecich?

Ten incydent pokazuje, że Łotwa ma poważny problem. Trudno nam zwalczać drony. I przecież nie był to pierwszy taki incydent. Było ich już kilka.

Pierwszy poważny miał miejsce jesienią 2024 roku, kiedy spadł rosyjski dron typu Shahed. On nadleciał z terenu Białorusi i rozbił się również w okolicach Rēzekne.

Najwyraźniej Łotwa nie zrobiła wystarczająco dużo w zakresie rozwoju obrony przeciw dronom. Bardzo krytycznie należy też ocenić komunikację łotewskich instytucji państwowych. Z informacji publicznych wynika, że alarm został rozesłany na telefony mieszkańców Rēzekne dopiero po tym jak dron spadł i eksplodował. Wyjaśnienia władz również były bardzo ogólnikowe. Długo nie podawano skąd dron przyleciał. Mimo tego, że w pierwszych godzinach nie było oficjalnego potwierdzenia o pochodzeniu drona, należało mówić o możliwych wersjach wydarzeń i o tych najbardziej prawdopodobnych.

Zadaję pytania z Warszawy. Naszych czytelników z pewnością interesuje – jaki może być zasięg terytorialny rosyjskich dronów. Jak daleko takie drony mogą wlecieć na terytorium europejskiego państwa NATO? Według niektórych łotewskich ekspertów, drony uderzyły w skład ropy naftowej, ponieważ miały szukać podobnego celu, tylko że na terenie Rosji.

Trudno powiedzieć, jaki był cel końcowy tego drona. Ale najprawdopodobniej chodziło o okolice Petersburga — miasta Primorsk lub Ługę, terminale naftowe w Petersburgu, czy inne podobne cele.

A dolecieć taki sprzęt może zdecydowanie jeszcze dalej. Zwykle drony są tankowane z pewnym zapasem paliwa. Polska sama już doświadczyła podobnego uderzenia. I coś takiego może się nad Wisłą też powtórzyć.
 

Autor:

Źródło: Niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej