Kolaboranci nawet zwrócili się do Moskwy o zmniejszenie tempa mobilizacji, obawiając się całkowitego załamania górnictwa węglowego na Ługańszczyźnie. Nie wydaje się jednak możliwe, by Kreml podjął taką decyzję, ponieważ dla rosyjskich władz życie Ukraińców nie ma żadnej wartości. Nawet tych, którzy walczą w ich własnych szeregach
- czytamy na łamach serwisu.
Pierwsze doniesienia o powoływaniu górników z okupowanego Donbasu na wojnę z Ukrainą pojawiły się już w lutym, kilka dni po rozpoczęciu inwazji Kremla na sąsiedni kraj. W sierpniu lojalne wobec Kijowa władze obwodu ługańskiego informowały, że górnicy z podbitych terytoriów tracą dotychczasowy status chronionej grupy zawodowej, a ich wcielanie do rosyjskiego wojska jest podyktowane poważnym niedoborem rekrutów po stronie wroga.
Sytuacja w kopalniach stała się tak katastrofalna, że zaczęto tam ściągać do pracy ludzi z sąsiednich regionów Rosji - alarmował na początku sierpnia szef ługańskich władz obwodowych Serhij Hajdaj