Nuklearne groźby Władimira Putina zawarte w jego środowym orędziu nie padły po raz pierwszy. Zyskują jednak innego wydźwięku, gdy pojawiają się "legalistyczne" argumenty związane z nadchodzącymi pseudoreferendami i aneksją okupowanych terytoriów Ukrainy. Nie bez znaczenia pozostaje też częściowa mobilizacja w Rosji.
Eksperci niemal jednogłośnie wskazują, że Putin na groźbach skończy, choć temat jest żywo komentowany.
Zdaniem prof. Tomasa Grzegorza Grosse (Uniwersytet Warszawski), „wbrew temu co mówi Putin, to jednak jest blef”. - Trudno przesądzić co się wydarzy jak Rosja faktycznie zacznie przegrywać. Niektórzy politycy odbierają te groźby na serio, co może doprowadzić do konfliktu - zastanawiał się w programie Telewizji Republika „W Punkt”.
Wskazał, że „Putin w desperacji mógłby użyć taktycznej broni jądrowej na terenach Ukrainy”, ale zaznaczył też, że „Putin ma na celu złamanie całej Unii Europejskiej”.
Drugi z gości red. Katarzyny Gójskiej prof. Andrzej Pukszto zapewniał, że „szantażowania będzie jeszcze więcej”.
- Jest zróżnicowanie postaw rosyjskich. Na Litwie jest spokojnie w kontekście litewskich Rosjan. Nie ma deklaracji proputinowskich, jest większe zrozumienie - mówił dalej.
I dalej:
„kwestie rosnących cen energii, gazu, są dyskutowane, ale to nie zmienia nastawienia wszystkich obywateli Litwy wobec walczącej Ukrainy. Poparcie Ukrainy jest ogromne”.
CAŁA ROZMOWA: