Ogromny wyciek danych może dotyczyć studentów i pracowników uczelni w Norwegii oraz Szwecji. Ofiarą cyberataku padła platforma edukacyjna Canvas, wykorzystywana przez szkoły wyższe na całym świecie do prowadzenia zajęć, przesyłania materiałów dydaktycznych i komunikacji między studentami a wykładowcami.
Firma Instructure, amerykański dostawca systemu, potwierdziła, że atak miał miejsce 1 maja.
Hakerzy mogli przejąć dane studentów i wykładowców
Według norweskiego dziennika „VG” cyberprzestępcy uzyskali dostęp do danych użytkowników korzystających z platformy. Chodzi m.in. o imiona i nazwiska, adresy e-mail, numery identyfikacyjne studentów, a także prywatne wiadomości przesyłane w systemie między studentami, wykładowcami i pracownikami uczelni.
Norweski portal akademicki „Khrono” podał, że potencjalny wyciek może dotyczyć nawet 32 uczelni i szkół wyższych w Norwegii. Wśród nich wymieniane są m.in. Uniwersytet w Oslo, NTNU w Trondheim oraz OsloMet. Łącznie zagrożonych może być nawet 250 tys. studentów.
Szwedzkie uczelnie również potwierdzają problem
W piątek informacje o naruszeniu bezpieczeństwa potwierdził także Uniwersytet w Uppsali. Szwedzkie media wskazują, że skutki cyberataku mogły objąć również politechnikę Chalmers oraz Instytut Karolinska.
– Nie przypominam sobie, żeby wcześniej wydarzyło się coś na taką skalę – powiedziała Katarina Adenmark z działu IT Uniwersytetu w Uppsali w rozmowie z dziennikiem „Upsala Nya Tidning”.
Hakerzy żądają okupu
Do przeprowadzenia ataku przyznała się grupa ShinyHunters. Według medialnych doniesień część użytkowników platformy miała otrzymać komunikaty z żądaniem okupu podczas prób logowania do systemu.
Cyberprzestępcy dali firmie Instructure czas do 12 maja 2026 roku na podjęcie rozmów dotyczących zapłaty. Zagrozili, że w przeciwnym razie opublikują przejęte dane.
Uczelnie i urzędy badają skalę wycieku
Niektóre uczelnie już zapowiadają, że nie zamierzają negocjować z hakerami. Norweski Uniwersytet w Agder poinformował, że wyklucza zapłatę okupu. Pozostałe szkoły wyższe analizują obecnie skalę naruszenia i sprawdzają, jakie informacje mogły zostać przejęte.
Sprawą zajmuje się również norweski urząd ochrony danych osobowych Datatilsynet. Jego przedstawicielka Guro Skaaltveit oceniła w rozmowie z „VG”, że sytuacja wygląda bardzo poważnie, choć pełna skala wycieku nie została jeszcze ustalona.