"Często bywam na granicy państwa na północy obwodu rówieńskiego. Podczas rozmów z naszymi wojskowymi zawsze słyszę, że ukraińską i białoruską armię odróżniają dwie rzeczy. Są to motywacja żołnierzy i doświadczenie bojowe"
- podkreślił gubernator we wpisie na Facebooku.
Według Kowala ukraińskie siły w regionie rówieńskim znajdują się w stałej gotowości, co stanowiłoby największą przeszkodę dla białoruskich oddziałów. Równie trudne byłoby jednak pokonanie przeszkód terenowych.
"Około 40 proc. Rówieńszczyzny to lasy, a na północy, przy granicy z Białorusią, znajdują się wręcz nieprzebyte bory i bagna. Ponadto mamy w obwodzie 170 rzek, co jest dużą przeszkodą dla sprzętu wojskowego. Mosty nad tymi rzekami to obiekty, które można na różne sposoby blokować i powstrzymywać ruchy wroga. Wszystkie te czynniki tworzą bardzo sprzyjającą sytuację dla obrony"
- wyjaśnił szef regionalnej administracji.
"Trzecia przyczyna to ludzie. Wśród mieszkańców utrzymuje się ogromne poparcie dla ukraińskiej armii i (zabezpieczania) jej potrzeb. Poza tym morale tej ludności jest bardzo wysokie. Polesie to kraina partyzanckiej chwały, gdzie w każdym domu znajdzie się coś pod ręką, aby nawet na metr nie przepuścić tych, którzy mają wrogie zamiary wobec Ukrainy"
- zapewniał Kowal.
Dlatego, w ocenie polityka, podjęcie ewentualnej decyzji o natarciu na obwód rówieński byłoby "fatalną pomyłką i wyprawą w jedną stronę".
W regionie graniczącym z Białorusią i położonym około 150-200 km od granicy z Polską nie odnotowano dotychczas aktywnych działań bojowych. Rosyjskie wojska ostrzelały jednak kilka obiektów infrastruktury na tym obszarze.