Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Tomasz Łysiak dla Niezalezna.pl: Stalingrad i metoda na burmistrza

2 lutego mamy kolejną rocznicę zakończenia bitwy pod Stalingradem i Putin z pewnością wykorzysta ją do celebrowania zwycięstwa, które od czasu inwazji na Ukrainę nabrało dla niego jeszcze większego znaczenia. W kwietniu zeszłego roku rosyjski prezydent nadał nazwę „Stalingrad” lotnisku w Wołgogradzie (w 1961 roku tak przemianowano Stalingrad). Notabene, gdy Putin udał się tam w 2023 roku na okrągłą, osiemdziesiątą rocznicę zakończenia bitwy, władze Wołgogradu robiły wszystko, by niczym za starych potiomkinowskich czasów, ukryć co słabe, a wokół zbudować „bajkę” sławiącą zwycięskiego cara – wyłapano włóczące się po mieście psy, a stare rozpadające się rudery zasłonięto dużymi płachtami–banerami. Na samą rocznicę, już od dekady wymienia się też tablicę przy wjeździe do miasta – Wołgograd znów staje się Stalingradem. Wykorzystywanie historii do prowadzenia polityki bieżącej to jedno z narzędzi, które Putin ma od dawna „pod ręką” i często oraz umiejętnie z niego korzysta. Zupełnie przy tym nie przejmując się, na ile cokolwiek zgadza się z faktami.

Zwycięstwo nad Niemcami pod Stalingradem – wykorzystuje obecnie, w trakcie wojny na Ukrainie do przypominania, że Rosja Sowiecka, pod wodzą Stalina potrafiła pobić tego, kogo w czasie II wojny światowej do owego momentu nie potrafił ugryźć zgniły Zachód. Owszem, wówczas już dogorywali Niemcy i Włosi w północnej Afryce, ale na kontynencie europejskim Hitler panował niepodzielnie.

Zatem jest to w jakiejś mierze, za pomocą celebracji historycznego zwycięstwa, machanie palcem przed nosem Europy (i przewodzących jej obecnie Niemcom) – „Pamiętacie, jak czerwonoarmiści stłukli wam tyłki pod Stalingradem? Pomyślcie o tym, zanim zaczniecie znowu nam grozić, zbroić się, wymachiwać szabelką” – to wszystko można dopowiedzieć i wyczytać niejako między wierszami.

Ważne, że w takiej właśnie rzeczywistości polski prezydent potrafi przypominać, przy okazji rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz, że czerwoni „wyzwoliciele” nie byli wcale o wiele lepsi od Niemców. Niestety wysiłki obozu prezydenckiego, by prowadzić dobrą politykę pamięci, dobrą komunikację narracji historyczno-politycznej nie wystarczą. Bo z drugiej strony instytucje medialno-państwowe, będące w rękach koalicji rządzącej, będą wspierać takich „uczonych”, którzy podsuwają Niemcom dogodne argumenty, ułatwiające relatywizowanie win i zrzucaniu ich na podbijane, eksterminowane narody, które obecnie usiłuje się obarczyć współodpowiedzialnością za zbrodnie Holocaustu. Parafrazując tytuł książki, wokół której od miesięcy już trwa dyskusja na ten temat, można by powiedzieć, że to „metoda na burmistrza”.

I gdy w prasie niemieckiej pojawiają się artykuły mówiące o tym, że Niemcy były jedynie wielkim „architektem” machiny zagłady, lecz wykonawcy byli już różni, a z drugiej strony mamy w Moskwie potężnego despotę-manipulatora historycznego, to przychodzi postawić zasadnicze pytanie: czy my, jako Polska, nie powinniśmy poza szukaniem uzbrojenia militarnego dla armii, zacząć się zbroić także mentalnie oraz w sposobach naszej własnej propagandy historycznej? Bo inaczej znowu nas zjedzą sąsiedzi, tylko czekający kolejnych naszych upadków.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane