Amerykańska baza wojskowa Elmendorf-Richardson w Anchorage na Alasce – to tam w piątek spotkają się prezydent USA Donald Trump oraz przywódca Rosji Władimir Putin.
Według stacji CNN, wybór miejsca spotkania Trump-Putin poprzedziły długie, zakulisowe rozmowy między przedstawicielami administracji USA a władzami w Moskwie. Opcji było niewiele, zwłaszcza w kontekście nakazu aresztowania Putina wydanego przez Międzynarodowy Trybunał Karny w 2023 roku za zbrodnie wojenne. Położona na północnym krańcu Anchorage połączona baza sił lotniczych i lądowych Elmendorf-Richardson spełnia rygorystyczne wymogi bezpieczeństwa niezbędne dla zorganizowania tego historycznego szczytu. Alaska okazała się kompromisowym rozwiązaniem.
White House says Trump-Putin meeting is a 'listening exercise' https://t.co/P3RJ1EDwtK https://t.co/P3RJ1EDwtK
— Reuters (@Reuters) August 13, 2025
Jak wynika z doniesień amerykańskich, prezydent Trump spędzi przynajmniej część spotkania na rozmowach z Putinem w cztery oczy bez udziału osób trzecich, poza tłumaczami, co ma zapewnić pełną dyskrecję.
"Cele Rosji się nie zmieniają"
O tym, jak może wyglądać przebieg rozmów, jakie propozycje złożą wzajemnie Stany Zjednoczone i Rosja oraz jaki może być efekt spotkania na Alasce, portal Niezależna.pl zapytał dr. Jana Matkowskiego, wykładowcę akademickiego z Ukrainy.
"Waszyngton deklaruje, że ostatecznym celem rozmów jest nie tylko zatrzymanie działań zbrojnych na Ukrainie, ale też wprowadzenie trwałego pokoju między oboma stronami konfliktu. Na jakich warunkach i za jaką cenę, więcej zapewne dowiemy się po piątkowych rozmowach" – wskazuje nasz rozmówca.
Po ustaleniu wspólnego stanowiska z europejskimi przywódcami, w tym z prezydentem RP Karolem Nawrockim po dzisiejszych rozmowach, Trump przedstawi je następnie Władimirowi Putinowi. Równocześnie będzie oczekiwał na to, z jaką ofertą przyjedzie sam Putin. Tu wiemy nieco więcej, ponieważ cele Rosji zasadniczo nie zmieniają się od wielu lat. Pierwszy z nich to zniszczenie państwa ukraińskiego, ale również dyskredytacja Zachodu w tym kontekście.
– dodaje ekspert.
Cele, które Rosja osiąga na Ukrainie, nie są celami strategicznymi, tylko taktycznymi. Okupując Ukrainę, Putin chce podważyć system bezpieczeństwa, który proponuje Zachód i NATO. To jest strategiczny cel – przemodelowanie globalnego bezpieczeństwa i nowy układ na wzór Jałty, przede wszystkim na obszarze euroazjatyckim, w którym to Rosja będzie odgrywać znaczącą rolę. Rosja nie chce być państwem peryferyjnym i spychanym na margines, dlatego jednym z celów tej wojny jest powrót Rosji do międzynarodowego forum na równych zasadach, głównie na płaszczyźnie bezpieczeństwa. To oczywiście będzie wiązało się ze zniszczeniem państwa ukraińskiego, umocnieniem rosyjskich wpływów w Europie Wschodniej, zwłaszcza w krajach byłego Układu Warszawskiego czy sterroryzowaniem Azji.
– uzupełnia Jan Matkowski.
"Upadek Ukrainy ma stać się przyczynkiem do odnowienia rosyjskich wpływów w byłym Układzie Warszawskim oraz w byłych republikach ZSRS po ustanowieniu nowego układu na wzór Jałty, w którym Rosja będzie odgrywać wiodącą rolę. Kreml mówi o tym od lat i nie jest to nic nowego" – precyzuje.
"Ustępstwa? Jeżeli już, to tylko po stronie Zachodu"
Nasz rozmówca podkreśla, że w rozmowach z Rosją ważne jest nie tylko stanowisko Stanów Zjednoczonych, ale też wiodących partnerów Ukrainy, w tym Polski, Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii czy krajów terytorialnie sąsiadujących z Ukrainą. "Zapewne zostanie podjęta przez USA próba scalenia tych stanowisk i wystosowania jednego, które będzie uwzględniało interesy wszystkich stron" – przewiduje Matkowski. Wątpi jednak w scenariusz, zgodnie z którym to Rosja zgodzi się na ustępstwa względem Ukrainy czy Zachodu.
Jeżeli przyjmiemy scenariusz, że efektem rozmów będzie coś, co zadowoli obie strony, czyli Stany Zjednoczone i Rosję, to niestety trzeba będzie pójść na kompromis i wielkie ustępstwa. A jedyną stroną, która może dążyć do takiego rozwiązania, są wyłącznie Stany Zjednoczone.
– mówi ekspert.
Przykładem jest dzisiejsze oświadczenie satelickiej Białorusi, że podczas organizowania wrześniowych manewrów Zapad-2025 w ramach Państwa Związkowego, będzie ćwiczony atak z wykorzystaniem broni atomowej. To potwierdza, że Rosja nie ustępuje ze swojej agresywnej retoryki i swoich planów.
– wyjaśnia.
Co może Rosja zyskać na tym spotkaniu? Przede wszystkim to, że spotkanie będzie traktowane przez Putina jako wyprowadzenie go z blokady dyplomatycznej i międzynarodowej infamii. Będzie chciał pokazać, że Rosja wraca do wielkiej geopolitycznej gry. Ma to być też sygnał dla obywateli, że Putin stoi nieugięty przeciwko Zachodowi, działa w pojedynkę, ale – co najważniejsze, dopina swego.
– dodaje.
Druga rzecz to ustępstwa, do których po tym spotkaniu mogą zostać zmuszeni Ukraińcy. To między innymi całkowite wycofanie się z tzw. Donbasu. Taki scenariusz pozwoli "dyplomatycznie" zająć Rosjanom linię obrony, którą Ukraińcy zbudowali i na której agresor połamał sobie zęby, nie mogąc jej przełamać. To może z kolei sprawić, że za jakiś czas Rosjanie wznowią ofensywę i podbój kolejnych terenów Ukrainy.
– przewiduje Matkowski.
Tylko w tym roku Rosjanie stracili setki tysięcy żołnierzy, szturmując ukraińską linię obrony. Kolejne próby przełamania w ramach działań wojennych mogą kosztować Putina następne setki tysięcy wojskowych. Dlatego zadaniem Putina jest zdobycie tego terenu w sposób "dyplomatyczny". Słysząc doniesienia z USA o możliwej wymianie terytoriów między Ukrainą a Rosją, bardzo możliwe, że może chodzić właśnie o ten obszar.
– kończy ekspert.