Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Putin pod ścianą. „Gazeta Polska”: Ryzyko nie tylko dla Ukrainy

Wojna z Ukrainą idzie w niekorzystnym dla Kremla kierunku. Zdobycze terytorialne rekordowo małe, spadek chętnych do podpisania kontraktu z wojskiem, kryzys paliwowy wywołany atakami dronów na rafinerie, Krym niemal odcięty od Rosji. Władimir Putin stoi przed wyborem: albo rozmowy pokojowe, albo eskalacja. Jak może wyglądać ostatnia próba przełomu? Mobilizacja w Rosji, realna groźba użycia taktycznej broni jądrowej, wciągnięcie Białorusi do wojny lub hybrydowe ataki na kraje bałtyckie. Tu już nie chodzi tylko o wynik wojny z Ukrainą, tu chodzi o przetrwanie coraz bardziej zagrożonego reżimu - pisze "Gazeta Polska".

Wojna na wyczerpanie miała przynieść Rosji sukces – choćby z racji różnicy potencjałów obu wojujących krajów – jednak dziś widać, że Putin się przeliczył. Oczywiście przez ponad trzy lata rosyjskie wojska zdobywały kolejne ukraińskie bastiony, ale w niewystarczająco szybkim tempie, żeby mieć dziś w ręku choćby cały Donbas. Nie mówiąc o przełamaniu frontu. Rosyjska ofensywa wytraciła tempo, a wydarzenia ostatnich miesięcy to już zupełnie fatalna wiadomość dla Kremla.

Dronowa ofensywa Ukrainy

Przyjęta przez Kijów strategia ataków dronowych – z określoną listą celów – okazała się strzałem w dziesiątkę. Przede wszystkim Ukraińcy uznali, że nie ma sensu próba ograniczania wpływów do budżetu Rosji (i finansowania wojny) poprzez atakowanie eksportu ropy: terminali morskich, tankowców, rurociągów łączących rafinerie z portami. Oczywiście seria uderzeń w marcu i kwietniu sprawiła, że Moskwa nie zarobiła na wojnie w Zatoce tyle, ile mogła. Ale Putin ma wciąż wystarczająco dużo rezerw i możliwości poszerzania dziury budżetowej, by przełknąć zmniejszenie zysków ze sprzedaży ropy. Dlatego ukraińscy stratedzy wybrali nowy cel: doprowadzenie do braków paliwa w Rosji. Co oznacza cios dla gospodarki, ludzi i armii. Stąd ataki na rafinerie. To działa, Rosja pogrąża się w paliwowym kryzysie, a co najważniejsze, odczuwają to zwykli ludzie. I to jest groźne dla reżimu. Drugim filarem dronowej ofensywy Ukrainy są tzw. ataki middle strike. Czyli uderzanie w cele na zapleczu frontu, co komplikuje plany wojenne Rosjan, a także coraz wyraźniej odcina od Rosji okupowany Krym. Na to wszystko nakłada się wyraźny spadek liczby chętnych do podpisania kontraktu z wojskiem i pójścia za naprawdę dobre pieniądze na wojnę z Ukrainą. W efekcie Rosja traci dziennie więcej żołnierzy, niż ich pozyskuje.

To dłużej nie zadziała, jeśli Putin oczekuje kolejnych zwycięstw. Pozostaje usiąść do stołu rozmów (nic nie wskazuje dziś na taką gotowość Kremla) lub zrobić coś, co może zmienić przebieg wojny. Putin może sięgnąć po jedną z trzech opcji, lub wszystkie, lub dwie, jeśli mowa o samym konflikcie z Ukrainą. Zostaje też jeszcze opcja rezerwowa – w tym wypadku chodzi nie o Kijów, lecz głównego wroga: NATO.

Jak odwrócić bieg wojny?

Podstawą prowadzenia wojny na wyczerpanie jest stały strumień rekrutów zasilający armię na froncie. Bardzo długo to się udawało, ale ostatnio w Rosji pojawiły się trudności z werbunkiem żołnierzy kontraktowych – na przykład w Moskwie napływ rekrutów spadł o jedną trzecią. Na razie władze próbują naprawić sytuację, podnosząc wynagrodzenia werbownikom, ale za kulisami krążą plotki o nowej fazie mobilizacji. W całej Rosji liczba podpisujących kontrakt w czwartym kwartale 2025 roku spadła o połowę w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku. W 2026 roku nie jest dużo lepiej, liczba kontraktników spadła o 20 proc. w porównaniu z 2025 rokiem. Obecnie rekrutacja nowych żołnierzy odbywa się głównie „na policję” – czyli zatrzymanym podejrzanym o złamanie prawa proponuje się pójście do wojska w zamian za zakończenie postępowania. Szacuje się tymczasem, że od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku zginęło prawie 500 tys. rosyjskich żołnierzy – poinformował wysoki rangą przedstawiciel brytyjskich służb wywiadowczych. Pokrywa się to z innymi szacunkami przedstawionymi w ostatnich miesiącach przez inne rządy zachodnie. „Od grudnia zabijają około 35 tys. rosyjskich żołnierzy miesięcznie” – powiedział w kwietniu prezydent Finlandii Alexander Stubb.

„Rosja nie jest w stanie zwerbować wystarczającej liczby żołnierzy, aby zrekompensować te 35 tys. strat. 95 procent zabitych to ofiary ataków dronów. Obecny stosunek ofiar śmiertelnych – przepraszam za ten makabryczny język – wynosi jeden do pięciu. Czyli jeden ukraiński żołnierz na pięciu rosyjskich”.

Putin jednak nie chce kończyć wojny i jest gotów walczyć jeszcze przez dwa–trzy lata. Istnieją obawy o niestabilność – w przypadku zakończenia działań wojennych w obecnej sytuacji, bez poważnych sukcesów. Opracowuje się surowe środki, mobilizację i gospodarkę wojenną. Podobno generałowie obiecują Putinowi uzyskanie pełnej kontroli nad Donbasem, a nawet więcej, jeśli będą mieli wystarczająco duże zasoby ludzkie. Nic dziwnego, że Kreml rozważa nową falę mobilizacji. Dochodzi coraz więcej informacji, że szykowane są poligony dla rekrutów, a sama mobilizacja ma nastąpić zaraz po wrześniowych wyborach do Dumy i ma dać co najmniej 300 tys. nowych żołnierzy. To by oznaczało masę nacierającego wojska wczesną wiosną 2027 roku. Ukraina nie ma takich możliwości, więc Putin może liczyć (przekonywany przez generałów) na podobny efekt jak w tzw. wielkiej wojnie ojczyźnianej: rzucane do ataku mięso armatnie przechyli szalę zwycięstwa na stronę Rosji.

Inna opcja na dramatyczną zmianę biegu wojny to użycie taktycznej broni atomowej. Choćby jeden pocisk artyleryjski z głowicą jądrową… Ma to z punktu widzenia Kremla plusy i minusy. Jest łatwe do szybkiego przeprowadzenia i może wystraszyć Kijów, a zwłaszcza Kijów, i skłonić do ustępstw – co z kolei nie zmuszałoby do przeprowadzania mobilizacji w Rosji, jednak politycznie niosącej ryzyko dla reżimu. Ale są minusy. Na froncie niewiele by to zmieniło, a przede wszystkim na Moskwę spadłoby całe odium użycia broni jądrowej (złamania tabu) po raz pierwszy od ataków USA w Japonii.

Politycznie i wizerunkowo? Katastrofa.

Putin zamachnie się na NATO?

Putin musi szukać wyjścia z obecnej sytuacji – mobilizacja, a tym bardziej użycie broni jądrowej to ogromne ryzyka różnego rodzaju. Ale są też inne opcje. W ostatnim czasie znów głośno o Białorusi. W maju siły zbrojne Rosji i Białorusi przeprowadziły zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia z zakresu broni jądrowej – zarówno strategicznej, jak i niestrategicznej. Ćwiczenia skupiały się na przygotowaniu i wykorzystaniu sił jądrowych w symulowanych warunkach agresji na zachodnim/europejskim teatrze działań wojennych. Wszak na Białorusi jest już rosyjska taktyczna amunicja jądrowa, a armia Łukaszenki ma systemy rakietowe Iskander zdolne ją przenosić. Ten atomowy akcent skierowany jest zarówno przeciwko NATO, jak i Ukrainie. W ostatnim czasie Kijów otwarcie mówi o groźbie ponownego otwarcia frontu północnego, czyli ataku Rosjan (a być może i Białorusinów) z terytorium Białorusi. Zełenski najpierw kazał wzmocnić pozycje obronne wzdłuż północnej granicy, a potem wręcz postawił Łukaszence ultimatum: albo zdemontujecie przekaźniki sygnału wzdłuż granicy pomagające w atakach rosyjskich dronów, albo sami to zrobimy. Ostatecznie do akcji ukraińskich specjalsów nie doszło – co może świadczyć, że Mińsk ustąpił (a zatem i Moskwa).

Opcja białoruska może być jednak wykorzystana przez Kreml nie tylko przeciwko Ukrainie. Należy pamiętać, że podbój państwa nad Dnieprem jest jednak celem drugorzędnym wobec priorytetu: czyli utrzymania reżimu w Rosji. W tej sytuacji wartościowa staje się każda opcja, by to zrobić. Putin przekształcił Rosję w taki reżim, gdzie jego kontynuacja wymaga ciągłego posiadania zewnętrznego wroga. Jeśli z Ukrainą zostanie zawarty rozejm, to co wtedy? Naturalnym celem jest NATO, w postaci jego najsłabszego ogniwa, czyli trzech małych krajów bałtyckich: Litwy, Łotwy i Estonii. W raportach zachodnich służb nie brakuje ostrzeżeń przed możliwą agresją Rosji na wschodnią flankę NATO. W pierwszej kolejności hybrydową, ale i do wojny konwencjonalnej Kreml się szykuje – czego najlepszym dowodem rozbudowa wojskowej infrastruktury wzdłuż granic z Finlandią, krajami bałtyckimi i Polską. W NATO nie powinno się lekceważyć decyzji Moskwy wyraźnie podejmowanych pod kątem przyszłej wojny z Sojuszem: reorganizacja okręgów wojskowych graniczących z NATO, rozbudowa leżących blisko granic krajów sojuszniczych baz i połączeń komunikacyjnych z nimi, „odkładanie na bok” (do magazynów) części sprzętu produkowanego przez rosyjską zbrojeniówkę głównie na potrzeby wojny z Ukrainą. Jeśli będzie trzeba zaryzykować konflikt z NATO, by ratować reżim, Putin to bez wątpienia zrobi.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Świat