Premier Słowacji Robert Fico ma spotkać się w sobotę w Moskwie z przywódcą Rosji Władimirem Putinem. To sentyment, czy nadzieja na tańsze surowce? I na ile ceny na rosyjskie surowce zaważają na gospodarce Słowacji, a na ile na pozycji politycznej Fico?
Premier Fico politycznie stara się – powiedziałbym raczej bezskutecznie – promować ideę normalizacji stosunków słowacko-rosyjskich oraz europejsko-rosyjskich. Wydaje się, że wynika to z jego silnego osobistego przekonania, iż taka normalizacja jest konieczna i korzystna, a także z oczekiwań jego elektoratu na Słowacji.
Jego pseudoargument polega na twierdzeniu, że normalne relacje z Rosją są potrzebne ze względu na konieczność pozyskiwania „tańszych” rosyjskich węglowodorów. Nie widzieliśmy jednak, aby Słowacy korzystali z niższych cen paliw w okresie, gdy dostawy rosyjskiej ropy i gazu przebiegały bez zakłóceń. Rząd Fico był w stanie utrzymać ceny ogrzewania i paliw bez podwyżek jedynie dzięki znacznym subsydiom z budżetu państwa.
Dlatego należy zakładać, że decyzje Fico o wykonywaniu tak wyraźnych gestów wsparcia dla interesów Rosji (poza wizytą w Moskwie jest on jednym z najbardziej widocznych krytyków prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, domagał się również usunięcia z listy sankcyjnej UE rosyjskich osób niemających żadnych związków ze Słowacją itd.) są motywowane także innymi interesami politycznymi – a być może nawet gospodarczymi – związanymi ze współpracą z Rosją, podobnie jak w przypadku Viktora Orbána.
Kraje bałtyckie odmówiły premierowi Słowacji możliwości przelotu przez ich przestrzeń powietrzną. Polska otrzymała prośbę, ale MSZ podało, że „temat ucichł”. Mimo to Fico zamierza odbyć podróż do Moskwy. Co zmusza słowackiego premiera nie liczyć się z opinią sojusznika? I na ile to wpływa na poziom bezpieczeństwa całego regionu?
Powyżej opisałem potencjalne powody, dla których premier Fico wykazuje tak silną skłonność ku Rosji i Władimirowi Putinowi. W pełni odnoszą się one również do powodów, dla których jest gotów ryzykować relacje z sojusznikami.
Trzeba jednak zaznaczyć, że Fico porusza się po bardzo cienkiej linie na poziomie europejskim. Jego retoryka wobec UE (i sojuszników) jest ostra i szkodliwa, ale jego działania na forum UE i NATO – w przeciwieństwie do podejścia Viktora Orbána – polegały dotąd na podążaniu za głównym nurtem i szukaniu sposobów, by pokazać, że nadal jest częścią tego klubu. Oczywiście dużą częścią tej motywacji jest potrzeba dalszego otrzymywania funduszy europejskich. Bez nich nie byłby w stanie finansować populistycznych działań w kraju przed wyborami we wrześniu 2027 roku.