- Stany Zjednoczone wycofały większość swoich wojsk z Afganistanu, a dużą część terytorium tego kraju została zajęta przez talibów. Jak pan patrzy na decyzję USA o ewakuacji oraz o sposobie, w jaki ona się odbywa?
- Po pierwsze nie rozpoznano dobrze sytuacji. W relacjach przedstawia się to tak, że to wywiad amerykański nie spełnił swojego zadania, bo twierdzono, że jeśli talibowie dotrą do Kabulu, to nie wcześniej niż za trzy miesiące. Okazało się, że była to kompletna pomyłka. W związku z tym wkradł się chaos. Ogromnym zaskoczeniem było to, że talibowie tak szybko zajęli Kabul, włącznie z pałacem prezydenckim. To przypomina mi wydarzenia z Wietnamu. Pamiętam, jak Amerykanie wycofywali się z Sajgonu. Rzeczywiście wtedy ewakuowano się bardzo szybko. Historia się powtórzyła. Nie wyciągnięto wniosków z tego, co wydarzyło się na końcu wojny wietnamskiej.
- Czy oznacza to, że Amerykanie zlekceważyli talibów?
Tak. Nie doceniono siły talibów oraz ich zdeterminowania. Z drugiej strony pojawiają się takie oceny i myślę, że są one słuszne, że społeczeństwo Afganistanu było zmęczone tą wojną i to się udzieliło wszystkim, także wojskom rządowym. Morale były bardzo niskie. Talibowie byli natomiast bardzo zmotywowani, w końcu są to fanatycy i dlatego oni tak parli zdecydowanie. Takiego zdeterminowania brakowało armii rządowej, mimo że była przecież szkolna długo, nieźle uzbrojona i stosunkowa liczna.
- Czy to, co dzieje się teraz w Afganistanie, można uznać za porażkę Amerykanów oraz prezydenta Bidena?
- Tak. To jest wielka porażka na wizerunku Stanów Zjednoczonych - wydano ogromne pieniądze i walczono dwadzieścia lat. To jest też policzek dla NATO, my także braliśmy w tym udziały, były przecież polskie kontyngenty. Udzielono nie tylko pomoc wojskową, ale także humanitarną, próbowano budować demokracje, co się nie sprawdziło tak jak w Iraku. To są inne kultury, poza tym te rządy, które się wyłoniły i które współpracowały z Amerykanami, nie stanęły na wysokości zadania. Te ostatnie władze Afganistanu były skorumpowane, ostatni prezydent nie cieszył się taką popularnością, jak się wydawało i dlatego nikt go nie bronił.
- Co ta porażka oznacza?
- Uważam, że koniec Związku Sowieckiego zaczął się od porażki w Afganistanie. Także dzisiejsza wojna domowa w Afganistanie jest wydarzeniem, które bulwersuje, które powinno motywować do bardzo dokładnego przestudiowania tego, co się stało, wyciągnięcia wniosków, także cofnięcia się do historii. To także zadanie dla naszych decydentów. To jest porażka Ameryki, ale myślę, że także Rosja, która niby może się cieszyć, że Amerykanie ponieśli porażkę, będzie miała problemy. To, co udało się zrobić talibom w Afganistanie, to zwracam uwagę na tą część Azji, gdzie są islamskie państwa byłych republik sowieckich i to wpłynie na ożywienie ruchów islamskich właśnie na południu Rosji. Rosja także powinna wyciągnąć wnioski, jeżeli będzie się cieszyła z porażki Amerykanów, to się może przeliczyć. Liczę, że nasi decydenci wyciągają wnioski. Na razie wyciągają jeden - wzmacniamy naszą samodzielność obronną i to idzie w dobrym kierunku.