Na wspólnej konferencji prasowej prezydentów Ukrainy, Polski i Litwy padło pytanie o dalszy rozwój sytuacji na Ukrainie.
Duda oświadczył, że nie ulega wątpliwości, że to Rosja w ostatnich latach była już kilkakrotnie agresorem, a nikt nie atakował Rosji.
"To nie Rosja znajdowała się przez ten czas w jakimkolwiek zagrożeniu. To państwa, które należały dawniej do Związku Sowieckiego znalazły się w zagrożeniu i które po roku 1990 uzyskały niepodległość. To one były przez Rosję napadane"
- powiedział prezydent, wymieniając Gruzję i Ukrainę.
Zarzucił Rosji łamanie prawa międzynarodowego i dążenie do odbudowania atmosfery Zimnej Wojny. "Trudno jest zrozumieć, dlaczego prezydent Władimir Putin, dlaczego władze Rosji działają w taki sposób, aby wrócić do tego porządku, w którym świat był dla większości obywateli - wtedy Związku Radzieckiego - zwyczajnie zamknięty" - powiedział prezydent.
Oświadczył, że wspólnota międzynarodowa państw demokratycznych musi dzisiaj podjąć odpowiednie kroki, aby zatrzymać agresora. Dodał, że wierzy, że uda się to zrobić pokojowymi metodami i skutecznie. "Choć, niestety, liczę się z tym, że sankcje będą musiałyby być bardzo mocne. I jako sąsiad Rosji - bo przecież Polska graniczy z okręgiem kaliningradzkim - będę robił to z przykrością, opowiadając się za sankcjami, które zablokują możliwości podróżowania np. obywatelom Rosji" - powiedział Duda.
"Ale jeżeli prezydent Putin będzie dalej postępował w taki sposób, będzie łamał prawo międzynarodowe, będzie atakował inne kraje, będzie odbierał prawo do życia w spokoju innym ludziom, takim jak obywatele Ukrainy, to te daleko idące kroki będą konieczne"
- oświadczył prezydent.
Dodał, że liczy, iż Putin nie będzie tego robił, bo chciałby, aby także Rosjanie mogli żyć w spokoju, ciesząc się możliwościami podróżowania, które daje wolny świat.