Do ataku doszło późnym wieczorem w niedzielę. Jak przekazał burmistrz Kenscoff Jean Massillon, uzbrojeni napastnicy wtargnęli do miejscowości, po czym zaczęli podpalać domy i zabijać przypadkowych mieszkańców.
Relacje organizacji zajmujących się ochroną praw człowieka wskazują, że skala przemocy była jeszcze większa. Oprócz zabójstw i podpaleń miało dochodzić do gwałtów oraz porwań. Napastnicy spalili również jeden z miejscowych kościołów.
Według władz Kenscoff za atakiem stoi gang Viv Ansanm. Organizacja ta została w ubiegłym roku uznana przez Stany Zjednoczone za zagraniczną organizację terrorystyczną. Przedstawiciele wspieranych przez ONZ międzynarodowych Sił Zwalczania Gangów (GSF) nie odnieśli się dotąd do informacji o udziale tej grupy w ataku.
Gangsterzy kontrolują znaczną część stolicy
Międzynarodowe siły GSF stacjonują na Haiti od późnej jesieni ubiegłego roku. Ich obecność nie powstrzymała jednak przemocy. W czasie operacji przeciwko gangom zginęło już co najmniej trzech kenijskich policjantów.
Skala problemu jest ogromna. Według szacunków gangi kontrolują około 70 proc. obszaru Port-au-Prince. Tylko w pierwszej połowie tego roku w wyniku przemocy zginęło na Haiti ponad 3,1 tys. osób, a blisko 1,2 tys. zostało rannych.
W całym 2025 roku gangi miały odpowiadać za śmierć ponad 5,6 tys. osób. Ponad 2,2 tys. ludzi zostało rannych, a blisko 1,5 tys. porwano.
Przemoc wypędziła z domów 1,5 mln osób
Terror gangów, który na Haiti narasta od 2018 roku, doprowadził również do gigantycznego kryzysu przesiedleńczego. Z powodu przemocy swoje domy musiało opuścić około 1,5 mln osób. To rekordowa liczba w historii kraju.
Sytuacja jest szczególnie niepokojąca w kontekście planowanych wyborów. Na 13 grudnia zaplanowano na Haiti pierwsze od ponad dekady wybory prezydenckie i parlamentarne. Trwa już rejestracja wyborców, jednak eksperci ostrzegają, że przeprowadzenie głosowania może być niezwykle trudne ze względu na niestabilność i rozmiar kontroli sprawowanej przez gangi.