Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Arktyka na celowniku Rosji? Norweski ekspert w rozmowie z Niezalezna.pl studzi emocje, ale ostrzega Europę

- Bardziej obawiam się niestety inwazji Rosji na Polskę lub kraje bałtyckie niż konfrontacji militarnej w Arktyce. Bo Rosja ma niewiele do uzyskania, przynajmniej teraz, w zaangażowaniu się w pełnoskalową wojnę przeciwko NATO, czy jej członkowi na północy. Jeśli wybuchnie wojna i będzie ona związana z Półwyspem Kolskim w Arktyce, obejmie ona nie tylko region północny, ale także Polskę, kraje bałtyckie, Francję, Niemcy i właściwie cały świat. Arktyka jest jednym z elementów globalnej niestabilności, ale nie najważniejszym – chyba że chodzi o broń nuklearną Rosji na Półwyspie Kolskim - mówi w rozmowie z portalem Niezalezna.pl Svein Vigeland Rottem, starszy badacz norweskiego Fridtjof Nansen Institute, autor publikacji poświęconych Arktyce.

Autor:

W ostatnich miesiącach w prasie pojawiło się kilka wypowiedzi norweskich wojskowych o rosnącym zagrożeniu ze strony Rosji. Dowódca sił zbrojnych Norwegii Eirik Kristoffersen wprost mówił, że kraj już przygotowuje się na scenariusz, w którym Rosja mogłaby spróbować zająć część norweskiego terytorium. Wcześniej urzędnik wskazywał również, że Norwegia ma jeszcze dwa–trzy lata na wzmocnienie swojej obrony. Czy będzie to raczej wojna konwencjonalna niż hybrydowa?

Owszem, w Norwegii trwają dyskusje i nasz kraj jest przygotowana na ewentualny atak ze strony Rosji, działając w ramach NATO. Ale na ten moment nie widzę zagrożenia wojną konwencjonalną na północy Norwegii. Albowiem sprzęt i siły z północy Rosji zostały zaangażowane – a nawet poniosły straty – na Ukrainie.

Napięcie w relacjach Rosja–Norwegia w kontekście bezpieczeństwa w Arktyce rodzą przede wszystkim rosyjskie zdolności nuklearne rozmieszczone na Półwyspie Kolskim. Jednak takie zasoby nie są używane w typowej wojnie konwencjonalnej.

Natomiast wyraźnie mamy do czynienia z działaniami wojny hybrydowej.

Svein Vigeland Rottemarch / https://www.fni.no/

Mówiąc o broni hybrydowej Moskwy... W zeszłym tygodniu na północy Norwegii odnotowano najsilniejsze w historii zakłócenia GPS. Na ile to osłabia Norwegię?

Rodzi to komplikacje, ale nie osłabia Norwegii. Takie zachowania Rosji stały się bardziej widoczne po inwazji na Ukrainę, ale nie są dla nas nowością.

Jeszcze w czasach zimnej wojny Moskwa, przesuwała granicy i próbowała siać jakiś rodzaj zamieszania. Można by tu użyć stwierdzenia próbowała „zalać przestrzeń”, tworząc niepewność.

Ale na razie rosyjskie działania nie zakłócają norweskiej infrastruktury w taki sposób, by to znacznie utrudniało codzienne życie. Oczywiście trzeba tę sytuację monitorować i władze norweskie wraz z wojskiem to czynią.

Jednak nie sądzę, by Rosja była obecnie zdolna ani zainteresowana „sparaliżowaniem” Norwegii. Raczej chodzi o tworzenie niepewności i zwracanie uwagi na siebie.

Wspomniał Pan o rosyjskim Półwyspie Kolskim. A co z norweskim Svalbardem? W mediach często ten archipelag pojawia się w kontekście sytuacji w Arktyce.

Svalbard nie jest obecnie areną konfrontacji militarnej. Gdyby się nią stał, oznaczałoby to konflikt globalny. Nie wyobrażam sobie, by Europa pozostałaby bierna wobec zwiększonej aktywności militarnej Rosji w tym regionie.

Ale jednocześnie nie widzę, żeby Rosja potrzebowała teraz tworzyć więcej zamieszania na Svalbardzie, niż to konieczne. Ponieważ Rosja również chce mieć pewien poziom stabilności w Arktyce, właśnie ze względu na swoje zdolności na Półwyspie Kolskim.

Tworzenie napięcia na Svalbardzie byłoby kosztowne i ryzykowne. Wymagałoby zaangażowania ogromnej ilości sprzętu wojskowego i woli politycznej, żeby prowadzić tam aktywne działania militarne.

Musimy więc uspokoić debatę – Rosja jest skupiona na wojnie w Ukrainie. Oczywiście zależy jej, jak każdemu przeciwnikowi w momencie napięcia sytuacji, na tworzeniu niepewności i zamieszania, ale bez eskalacji do poziomu otwartego konfliktu ze wszystkim na raz.

W jednym z wywiadów z 2019 r. powiedział Pan, że ewentualny konflikt w Arktyce będzie raczej „rozlaniem się” konfliktu z innych części świata. Miał Pan rację.

Tak, to moja główna teza. Nie widzę konfliktów w Arktyce, które miałby być spowodowane sporami o granice czy zasoby, i które same w sobie doprowadziłyby do wojny globalnej.

Jeśli napięcia między Rosją, Chinami i USA wzrosną, Arktyka może stać się teatrem działań, ale nie będzie ich powodem. Bo wszystkie granice terytorialne, poza jedną morską, są w zasadzie ustalone. A jeśli spojrzymy na zasoby, zwłaszcza po stronie rosyjskiej, to Rosjanie mają ich dużo we własnej Arktyce. W dodatku – wydobycie zasobów Svalbardu – minerałów, paliwa, jest trudne i kosztowne. Brakuje infrastruktury. Jej rozbudowa zajmie dziesięciolecia. To nie jest tak, że w Arktyce mamy drugie Klondike. Nie starczy po prostu przyjść i wziąć.

To oczywiście nie znaczy, że nie powinniśmy się na tym skupiać. Potrzebujemy jednak rzetelniejszej i bardziej trzeźwej debaty na temat tego, co jest możliwe i co właściwie byłoby motywacją dla rosyjskiej agresji w samej Arktyce jako takiej. Albowiem jest jasne, że dla regionu może odbić się czkawką ewentualne jeszcze większe zaostrzenie napięcia geopolitycznego na świecie.

A jak wydarzenia na północy mogą wpłynąć na Polskę i kraje bałtyckie?

Bardziej obawiam się niestety inwazji Rosji na Polskę lub kraje bałtyckie niż konfrontacji militarnej w Arktyce. Bo Rosja ma niewiele do uzyskania, przynajmniej teraz, w zaangażowaniu się w pełnoskalową wojnę przeciwko NATO, czy jej członkowi na północy.

Jeśli wybuchnie wojna i będzie ona związana z Półwyspem Kolskim w Arktyce, obejmie ona nie tylko region północny, ale także Polskę, kraje bałtyckie, Francję, Niemcy i właściwie cały świat.

Arktyka jest jednym z elementów globalnej niestabilności, ale nie najważniejszym – chyba że chodzi o broń nuklearną Rosji na Półwyspie Kolskim.

Właśnie. Co dotyczy scenariuszu nuklearnego. Np. historyk Jurij Felsztyński od lat zwraca uwagę na przeniesienie części rosyjskiego arsenału nuklearnego na Białoruś. Niepokoi to nas jako sąsiadów tego państwa. A czy ten scenariusz z bronią atomową jest możliwy dla Norwegii?

Użycie broni nuklearnej byłoby samobójcze dla strony rosyjskiej. Jeśli Moskwa naciśnie czerwony przycisk, będziemy mieli do czynienia z czymś w rodzaju trzeciej wojny światowej. Jeśli po stronie Rosjan pozostało choć trochę racjonalności, nie nacisną nuklearnego przycisku. Sam przycisk jest narzędziem strategicznym do odstraszania innych aktorów. Natomiast jego użycie całkowicie zmieniłoby świat. Czy stało by się to na Białorusi, czy w Arktyce. Ale nie widzę tego w tej chwili.

Debata czasem tworzy scenariusze, które same się napędzają. Ale musimy być bardziej trzeźwi w naszych dyskusjach, powściągliwsi. Zadać się pytaniem - co Rosja miałaby zyskać, używając broni nuklearnej? Jasne, że wszystko jest możliwe, ale na razie nie widzę żeby napięcia były wystarczająco wysokie, a stawka wystarczająco duża, żeby iść w tym kierunku.

Rozumiem i podzielam w pełni polskie postrzeganie Rosji jako agresywnego aktora i potrzebę jej odstraszania. Kreml zachowuje się agresywnie wobec sąsiadów. Ale trudno mi dostrzec, co Rosja miałaby zyskać, atakując północną Norwegię. Bardziej prawdopodobne są ograniczone działania testujące NATO – takie, jakie widzieliśmy już w Polsce i krajach bałtyckich, niż jakieś działania militarne na Svalbardzie.

Z kolei co jest ważne także dla Norwegii, to to, że działania Rosja niszczą architekturę współpracy międzynarodowej na świecie. I to jest ważne dla Norwegii, tak samo jak dla wszystkich państw demokratycznych w Europie. Potrzebujemy prawa międzynarodowego jako zasad gry w polityce międzynarodowej. A rozwój sytuacji obecnie idzie w inną stronę.

Niewątpliwie pozytywne jest jednak to, że po latach Finlandia i Szwecja zostały członkami NATO.

To zdecydowanie wzmacnia zdolności militarne NATO w Arktyce i północnej Europie w celu odstraszania Rosji w tym regionie. Trwa wiele dyskusji między Norwegią, Szwecją i Finlandią nt. integracji ich sił. Ważna jest też wspólna kulturalną tożsamość nordycka. Do rozmów dołączają również Duńczycy.
 

Autor:

Źródło: Niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej