Obaj argumentowali, że podczas ich procesu nie dowiedziono, jakoby 19 grudnia zeszłego roku, w wieczór po wyborach, doszło w Mińsku do masowych zamieszek. W taki sposób władze określają demonstrację opozycji, która kwestionowała zwycięstwo w wyborach ubiegającego się o czwartą kadencję prezydencką Alaksandra Łukaszenki. Kandydatów skazano właśnie za organizację masowych zamieszek.
Sąd we wtorek odrzucił też apelacje pięciu uczestników demonstracji: byłego milicjanta Aleksandra Kłaskouskiego, Arcioma Hrybkoua, Alaksandra Kwiatkiewicza, Dźmitryja Bułanoua i Andreja Paźniaka.
Ponadto sąd rozpatrzył, i również odrzucił, apelacje trojga innych osób skazanych w związku z protestami powyborczymi: dziennikarki Iryny Chalip, działacza niezarejestrowanej partii chrześcijańsko-demokratycznej Pawła Siewiarynca i współpracownika Statkiewicza, Siarhieja Marceleua. Wcześniej Marceleu i Chalip zostali skazani na kary w zawieszeniu, a Siewiaryniec – na trzy lata ograniczenia wolności.
W piątek miński sąd utrzymał w mocy wyrok pięciu lat kolonii karnej o zaostrzonym reżimie dla Andreja Sannikaua - męża Chalip i także byłego kandydata opozycji w wyborach.
19 grudnia w Mińsku demonstranci kwestionowali oficjalne wyniki wyborów, według których niemal 80 proc. głosów zdobył Łukaszenka. Doszło do sprowokowanego według opozycji ataku grupy ludzi na drzwi budynku rządu. Siły specjalne milicji rozbiły demonstrację, zatrzymano ponad 600 osób. Ponad 30 z nich, w tym byli kandydaci, zostało skazanych w większości na kary kolonii karnej.