W operację „Wilkołak" (łot. Vilkatis) zaangażowane są służby graniczne, policja a także wojsko. - Przez szlak białorusko-łotewski ludzie są kierowani w głąb Europy. W ostatnich tygodniach zatrzymaliśmy też znacznie więcej przemytników ludzi. Przedłużamy operację, aby móc skuteczniej zwalczać nielegalną imigrację i wdrażać nowe technologie nadzoru - powiedział we wtorek minister obrony Raivis Melnis, były wojskowy, który objął stanowisko szefa resortu pod koniec maja w nowo uformowanym wówczas rządzie Andrisa Kulbergsa.
Władze wdrożyły operację „Wilkołak” w sierpniu po tym jak latem granicę od strony Białorusi próbowało przekroczyć łącznie kilka tysięcy, a od początku roku ponad 12 tys., tj. tyle ile w całym 2025 r. Wówczas rząd polecił zamknąć ostatnie czynne przejście graniczne z Białorusią.
Nasila się presja migracyjna
Według straży granicznej – przekazało radio LR – w ostatnim czasie migranci stosują różne metody by przedostać się przez barierę graniczną. Niektórzy używają wysokich drabin. Odnotowano też przypadki wycinania otworów w ogrodzeniu oraz korzystania z tuneli wykopanych w ziemi. Zdarzały się również próby przeprawy przez rzekę Dźwinę łodziami.
Podczas operacji "Wilkołak", zaplanowanej pierwotnie do końca sierpnia, a następnie przedłużanej do października, odnotowano jak dotychczas mniej incydentów, np. we wrześniu było nieco ponad 1,2 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy. Niektórym migrantom udało się przedostać do Estonii a stamtąd do Finlandii.
Ryga utrzymuje, że nasilająca się presja migracyjna na granicę łotewską, sterowana jest przez reżim w Mińsku.