Przed meczem wicemistrza Polski z Maccabi Hajfa atmosfera była nerwowa, ale trener Marek Papszun podkreślał, że w Debreczynie najważniejsze będzie wywalczenie kwalifikacji do ostatniej rundy eliminacyjnej Ligi Konferencji. Raków mimo przewagi przegrał bowiem w Częstochowie i w rewanżu musiał odrabiać jednobramkową stratę. Długo zanosiło się, że na przerwę oba zespoły zejdą bez goli na koncie, ale impas w doliczonym czasie gry przełamał doskonale znający węgierski stadion - Peter Barath i wynik dwumeczu został wyrównany.
Raków odrabia straty
Pierwszy gol po powrocie! 👊#MHARCZ https://t.co/WVCwJk312b pic.twitter.com/2b16Uel3UW
— Raków Częstochowa (@Rakow1921) August 14, 2025
Sytuacja izraelskiej drużyny stała się jeszcze trudniejsza, gdy w 55. minucie za faul drugą żółtą kartkę obejrzał Eissat. Piłkarze i ławka rezerwowych Maccabi długo protestowali, ale francuski arbiter Jerome Brisard okazał się nieugięty.
Raków podwyższył prowadzenie w 77. minucie, gdy z dużym spokojem rzut karny wykorzystał Diaby-Fadiga. Wcześniej w szesnastce faulowany był Tomasz Pieńko i ponownie ekipa z Hajfy nie mogła się pogodzić z decyzją sędziego, chociaż przewinienie było ewidentne. "Czerwono-niebiescy" zapewnili sobie awans do czwartej rundy eliminacji Ligi Konferencji mimo niepotrzebnych emocji w końcówce spotkania. Ostatnim rywalem wicemistrza Polski w kwalifikacjach będzie bułgarska Arda Kyrdżali.
Maccabi Hajfa - Raków Częstochowa 0:2
Bramki: P. Barath 45'+1, L. Diaby-Fadiga 76' [k]