Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Sport

Kulesza wciąż prezesem PZPN, ale za jego plecami już walka o schedę

Wybranemu na drugą kadencję prezesowi PZPN Cezaremu Kuleszy będzie trudniej rządzić, z racji mocnej opozycji w zarządzie – uważa były członek władz związku Kazimierz Greń. Jego zdaniem już rozpoczęła się walka o to, kto będzie kolejnym szefem federacji.

– Trudno dziś powiedzieć, że jest lepiej. Moja ocena po wyborach jest jedna – nic się nie zmieni. Personalnie kilka osób się „utopiło”, ale i dobrze, bo związek był upolityczniony – powiedział Polskiej Agencji Prasowej były szef Podkarpackiego ZPN.

Reklama

Jak zaznaczył, bardzo pozytywną zmianą było zastąpienie na stanowisku wiceprezesa ds. zagranicznych Mieczysława Golby przez właściciela i prezesa Legii Warszawa, Dariusza Mioduskiego.

To jest kosmos. Człowiek zna języki, jest biznesmenem, działa od lat w UEFA. Jakieś pozytywy więc są, ale to za mało. W zarządzie jest dużo przedstawicieli klubów. Przewiduję cichą wojnę, gdyż widać, że środowisko zostało podzielone. Zacznie się od razu kampania na następnego prezesa. Będzie kilku kandydatów. Nikt teraz tego nie ogłosi, bo albo byłby szaleńcem, albo wiedziałby, że zostanie, kolokwialnie mówiąc, wycięty

– zaznaczył Greń, który w 2015 roku został zawieszony w prawach członka związku na cztery lata.

Przypomniał, że przewodniczył zjazdowi w 2004 roku, prowadził kampanię Michała Listkiewicza, Grzegorza Laty i Zbigniewa Bońka, czyli trzech poprzednich prezesów PZPN.

Bardzo źle się stało, że Kulesza był teraz jedynym kandydatem. Bo nie było dyskusji, planów itd. Tak się stało, bo Czarek prowadził przez cztery lata mocną kampanię. Była opozycja, która po cichu pracowała, choć wiedziała, że nie zbierze 15 koniecznych rekomendacji do wystawienia swojego kandydata. Szybko zwinęła chorągiew i starała się walczyć o zarząd

– tłumaczył wyborcze zawiłości.

Przyznał, że widział plany opozycji na zjazd, ale nie wierzył w ich powodzenie.

Mądrze to zostało rozegrane. Wiem, kto to zrobił. Widać, że opozycja miała siłę. Postanowiła, że wytnie wiceprezesów, a na ich miejsca wprowadzi do zarządu i komisji rewizyjnej swoich. Znałem te plany, ale nie wierzyłem, że uda się je zrealizować. Golba w głosowaniu do zarządu dostał 28 głosów, a delegatów było 116. To wstyd dla niego, a dla mnie największa radość z tego zjazdu

– powiedział.

Greń, który nie jest od lat formalnie związany z PZPN, zwrócił uwagę, że wybór Kuleszy zarówno w 2021 roku, jak i obecnie nie był dziełem przypadku, tylko wytężonej pracy.

Jeździł do ludzi, rozmawiał. Podczas zjazdu w sali byli jego zwolennicy, opozycja i najliczniejsza grupa tzw. pływaków, którzy do końca nasłuchują, dzwonią do kolegów itd. Nikt bowiem nie pójdzie za człowiekiem, który ma np. pięć głosów, bo nic nie dostanie. Teraz się zacznie walka o miejsca w komisjach i budowanie pozycji startowej dla potencjalnego kolejnego prezesa. Ewentualni kandydaci będą się obracać w mediach, lansować. Po upływie połowy kadencji zacznie się układanie, a w ostatnim roku – walka na całego

– tłumaczył.

Źródło: niezalezna.pl, PAP
Reklama