Po dwóch świetnych dniach w Rajdzie Dakar w poniedziałek pech dopadł Dąbrowskiego. "Na 20. kilometrze się wywróciłem, pogiąłem motocykl, trochę mnie boli nadgarstek, ale chyba jest ok. Urwała mi się rurka od camelbaka i nie mogłem pić podczas jazdy, tylko na tankowaniu. Ciężki dzień. Straciłem sporo czasu, ale mam nadzieję, że jakoś nie strasznie dużo" – powiedział młody motocyklista, który do mety dojechał w kombinezonie posklejanym taśmą naprawczą.
Pech nie opuszcza Polaka
Nie taki był plan, ale trudno tego uniknąć na Dakarze. Ta wywrotka na zjeździe w dużych kamieniach była o tyle niefortunna, że prędkość nie była spektakularna. Z nadgarstkiem powinno być ok, bo przejechałem później jeszcze 380 kilometrów. Trzeba go będzie schłodzić, najwyżej wezmę jakieś środki przeciwbólowe i jedziemy dalej
– dodał zawodnik Duust Rally Teamu.
We wtorek nie było jednak lepiej. Jadący z obolałym nadgarstkiem Dąbrowski już na początku etapu zgubił się, musiał wracać do punktu kontrolnego, co kosztowało go sporo czasu. Później młody Polak zatrzymał się przy zakrwawionym motocykliście z Rumunii, wezwał pomoc i czekał na przylot helikoptera.
Dąbrowski etap ukończył na 27. miejscu, 55 minut za Schareiną, ale ten rezultat może zostać zweryfikowany i być może Polak otrzyma bonifikatę. W klasyfikacji łącznej jest 19., a w Rally 2 - ósmy.
W środę uczestników Dakaru czeka pierwsza część dwudniowego etapu maratońskiego. Wyruszą z Al-Uli i dotrą do zaimprowizowanego na trasie biwaku, bez możliwości korzystania z pomocy technicznej. Motocykle pokonają 492 km (w tym 417 to odcinek specjalny), a samochody 526 km (451).