Zalew Sulejowski to sztuczny zbiornik o powierzchni 27 kilometrów kwadratowych, zbudowany w latach 1969-1974 na rzece Pilicy. Powstał przede wszystkim po to, by zaopatrywać Łódź i Tomaszów Mazowiecki w wodę pitną. Z czasem stał się jednym z największych ośrodków rekreacyjnych w centralnej Polsce. Turyści od lat nazywają go "morzem" i przez dziesięciolecia to określenie miało sens.
Dziś poziom wody spada systematycznie od końca kwietnia. Wody Polskie potwierdzają - od 28 kwietnia do 3 sierpnia tego roku poziom wody obniżył się o 1,34 metra. Lustro wody opada średnio o 2-3 centymetry na dobę. Aktualna rzędna to 165,22 m n.p.m., podczas gdy normalny poziom piętrzenia wynosi około 166,28 m n.p.m.
Więcej wody wypływa niż wpływa
Jak informuje Dziennik Łódzki, według przedstawicieli Wód Polskich do Zalewu Sulejowskiego wpływa obecnie średnio 8,2 metra sześciennego wody na sekundę, natomiast odpływ wynosi 11 metrów sześciennych na sekundę. Taki stan trwa nieprzerwanie od 28 kwietnia 2026 roku. W praktyce oznacza to, że ze zbiornika każdej sekundy odpływa o prawie 3 metry sześcienne więcej, niż do niego wpływa. Efekt jest nieuchronny i widoczny gołym okiem.
Instytucja tłumaczy, że odpływ wynika z pozwolenia wodnoprawnego i konieczności utrzymania tak zwanego przepływu biologicznego w Pilicy poniżej zapory. Bez odpowiedniej ilości wody w rzece ucierpiałby ekosystem i mieszkańcy korzystający z Pilicy poniżej zbiornika.
Na przystani stały łódki, teraz rower
W Barkowicach, gdzie jeszcze wiosną cumowały jachty i kajaki, dziś rowerzysta jeździ po odsłoniętym dnie zalewu. Właściciele wypożyczalni sprzętu pływającego musieli przenosić rowery wodne i kajaki pół kilometra dalej, a więc tam, gdzie jest jeszcze woda. Ale pomosty kończą się na błocie.
- Co tu się stało, gdzie się podziała woda z tego zalewu? - pytał jeden z turystów dziennikarza Dziennika Łódzkiego, który przyjechał nad zalew nie wiedząc, co go czeka. Odpowiedź okazała się prosta i gorzka zarazem: woda zniknęła, bo jest susza i musiała odpłynąć.
Nie ma dobrych prognoz
Najniższy poziom wody od siedmiu lat paraliżuje działalność przystani. Przedsiębiorcy i wędkarze alarmują o realnych stratach i utracie możliwości korzystania z akwenu. Poprzedni podobny kryzys miał miejsce w 2019 roku. Wtedy też susza doprowadziła do drastycznego spadku poziomu wody, ale sytuacja po pewnym czasie wróciła do normy.
Teraz prognozy nie napawają optymizmem. Wody Polskie przyznają, że jeśli nie pojawią się długotrwałe opady i nie wzrośnie dopływ z Pilicy, poziom wody będzie dalej się obniżał w najbliższych tygodniach. Sezon wakacyjny trwa, ale "morze" środkowej Polski znika w oczach i nikt nie wie, kiedy wróci.