A tyle by jeszcze można poddać tej młodzieży pod rozwagę, tyle podsunąć jako przykłady do rozważań. Na przykład dać do napisania rozprawkę na temat książki Agathy Christie „Dziesięciu małych Murzynków”. W końcu klasyka, no nie? A nie, stop. Prawnuk zmienił tytuł. Nie będzie „Murzynków”. „Murzynki” są be. Faktycznie może się zdawać we współczesnym odbiorze, że oryginalny tytuł – „Ten Little Niggers” – jest nieco „rasistowski”, przynajmniej jeśli chodzi o samo słowo „nigger”. Ale przecież tak zapisała go autorka – jest sam w sobie stopiony z czasem i językowym klimatem swej epoki. W każdym razie teraz będzie brzmiał „A potem nie było żadnych” („And Then There Were None”). Sama Christie zresztą już go zmieniała w roku 1940, funkcjonował różnie w różnych krajach świata. Tak właśnie tłumaczy to prawnuk pisarki, dodając, że słowa pochodziły z rymowanki, którą dzieciom śpiewały kiedyś nianie, ale – właśnie – teraz nabrały one innego wydźwięku społecznego. I stąd zmiana.
Tyle że… fakty są takie, iż zmiana ta wpisuje się w szaleństwo politycznej poprawności, które ogarnęło świat. A to wyrzuca się z filmotek „Przeminęło z wiatrem”, a to znowu telewizja Eurosport, w ramach protestu i solidaryzowania się z Murzynami (będę używał tego słowa, gdyż uważam je za naturalne i nienacechowane żadnym deprecjonującym ładunkiem) rezygnuje z transmisji rozgrywek tenisa. A to wreszcie u nas rada językowa uznaje słowo „Murzyn” za obraźliwe.
Istny dom wariatów. I proszę nie pisać oburzonych komentarzy, że obraziłem wariatów (tego typu uwagi już kiedyś też do mnie docierały). Język polski jest, jaki jest. Gdy ktoś o czymś mówi per „dom wariatów”, nie ma na myśli obrażania osób z chorobami psychicznymi. Używa przenośni.
A tak czy siak trzeba oczekiwać kolejnych objawów szaleństwa. Tylko czekam, kiedy państwo „Nigeria” zmieni nazwę na bardziej politycznie poprawną.