Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Wtargnięcie policji do mieszkania prezesa TV Republika. Sprawą zajęła się kolejna redakcja

Seria fałszywych alarmów, które podniosły służby na nogi i spowodowały wejścia do domów i lokali związanych z dziennikarzami Telewizji Republika stały się obiektem zainteresowania kolejnych redakcji. Ustalenia dziennikarek wskazują na szereg nieprawidłowości, w tym dotyczących sytuacji wejścia funkcjonariuszy do mieszkania Tomasz Sakiewicza.

Dziennikarki "Rzeczpospolitej" na podstawie doniesień o fałszywych alarmach przedstawiły własne ustalenia w tej bulwersującej sprawie. Oceniły, że TV Republika, jak i jej dziennikarze stali się ofiarami tych wydarzeń.

"Alarmy są różnorodne, ale mają jeden, ten sam cel – zdezorganizować redakcję prawicowej stacji, która kilka dni wcześniej ogłosiła, że jej korespondentem w USA będzie Zbigniew Ziobro" - czytamy na stronie rp.pl.

Dalej czytamy, że zmasowana akcja nie jest operacją przeprowadzoną przez zwykłego "żartownisia". "Świadczy o tym chociażby przypadek współpracowniczki TV Republika, którą autorzy fałszywych zgłoszeń wytypowali do ataku – okazuje się, że dysponowali wiedzą o jej 13-letnim synu" - przekazały autorki tekstu.

Marne tłumaczenia policjantów

Szczególną uwagę dziennikarki poświęciły sytuacji, w której do mieszkania Tomasz Sakiewicza, gdzie również znajduje się biuro służby zostały wezwane dwukrotnie. Za każdym razem w fałszywym zgłoszeniu była mowa o zagrożeniu życia małoletniej osoby. Za drugim razem interwencja służb została nagrana przez naczelnego stacji telefonem. Zachowanie policjantów wzbudziło wiele kontrowersji.

Na nagraniach widać, że nie mieli oni pełnego umundurowania - zabrakło czapek i oznaczeń, które by ich identyfikowały. "Brakowało naszywek na kieszeni z nazwiskiem i inicjałem imienia. Nie było także »tarczy«, czyli naszywki z nazwą i numerem jednostki lub jej nazwą. Naszywki są przypinane na tzw. rzepy, nie mogły więc same odpaść, ale zostały odpięte. – W takim stanie nie powinni być po odprawie dopuszczeni do służby – twierdzi jeden z policjantów" - czytamy w tekście.

Jak podała gazeta, po interwencji, gdy sprawa nabrała rozgłosu, "policjanci mieli się tłumaczyć, że ich identyfikatory były na kamizelkach, ale te zdjęli przed wejściem do mieszkania".

"Doświadczeni policjanci zwracają uwagę na jeszcze jeden fakt. Dwa dni wcześniej doszło do podobnego zgłoszenia i był to fałszywy alarm dotyczący mieszkania przy ul. Wiktorskiej – i ten fakt powinien być odnotowany w SWD Policji (System Wspomagania Dowodzenia Policji). Dyżurny, który wysyłał młodych policjantów na Wiktorską powinien ich o tym uprzedzić – być może z większym taktem i wyczuciem wykonaliby interwencję – i pospiesznie nie zakuwali kobiety w kajdanki, z tyłu, jak obchodzi się z przestępcami, i nie sprowadzali jej na dół, do radiowozu, co także było niezrozumiałe, bo po chwili ją rozkuli"

- zwróciły uwagę autorki tekstu.

Nie zamierzają odpuścić

Prezes stacji dopytywany o dalsze kroki w tej sprawie zapewnia, że redaktorzy nie dają się zastraszyć.

Efekt będzie odwrotny do zamierzonego. Nie przestraszy nas to, nie zamknie nam ust. Będę tak długo drążył tę sprawę, aż ostatnia osoba, która za tym stoi znajdzie się w więzieniu

– zapewnia Tomasz Sakiewicz w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Źródło: niezalezna.pl, rp.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska