Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

"Moje prawa zostały zdeptane". Asystentka prezesa TV Republika zapowiada kroki prawne

- Jestem potężnie wkurzona na to, co się stało. Jestem wkurzona na tych urzędników, którzy próbowali chronić mnie w taki sposób, abym przypadkiem nie została ochroniona, zrzucili na mnie odpowiedzialność za swoje niedociągnięcia i błędy - powiedziała Aleksandra Scheybal, asystentka prezesa TV Republika, która trzy tygodnie temu została zakuta w kajdanki przez policjantów.

Autor:

Skandaliczna interwencja w mieszkaniu prezesa TV Republika 

Trzy tygodnie temu policja weszła do mieszkania, w którym mieści się biuro prezesa Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza. Interwencję podjęto po zgłoszeniu dotyczącym rzekomej próby samobójczej dziecka. Jak twierdzi Sakiewicz, funkcjonariusze po wejściu do mieszkania nie okazali legitymacji służbowych, a następnie zakuli w kajdanki asystentkę prezesa Telewizji Republika Aleksandrę Scheybal. Z relacji osób obecnych na miejscu wynika również, że policjanci mieli przeszukać lokal.

Asystentka prezesa Republiki na antenie stacji w szczegółach opowiedziała, jak wyglądały wydarzenia tego dnia. 

Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Ja w gruncie rzeczy dobrze się czuję. To była sytuacja, która bardzo wiele mnie nauczyła. Na tej podstawie dowiedziałam się bardzo wiele rzeczy o funkcjonowaniu państwa polskiego.  Wtedy wiedzieliśmy już od dwóch dni, że pojawiają się fałszywe alarmy. Odbywały się interwencje policji i Straży Pożarnej oraz pogotowia w mieszkaniach naszych kolegów z redakcji. Można było oczekiwać, że kolejna taka interwencja się zdarzy i tak się stało

– powiedziała.

Dodała, że "drugą bardzo istotną kwestią w tej sytuacji jest to, że mieszkanie pana redaktora Sakiewicza pełni funkcje redakcyjne, ale jest to też jego mieszkanie prywatne".

Jeśli chodzi o moje zachowanie w momencie, kiedy policja przyszła, to ja nie mogłam pozwolić sobie na to, aby pod obecność właściciela otworzyć drzwi bez jego zgody, a po drugie wpuścić tych ludzi do mieszkania

– podkreśliła.

Pojawiłam się w mieszkaniu około godziny 11. Weszłam razem z żoną pana redaktora na górę. Przygotowaliśmy go do wyjazdu do Krakowa oraz na uroczystości na Monte Cassino. Rzeczy były spakowane przy drzwiach w momencie, gdy cała ta akcja się rozegrała. Padło hasło, że „wychodzimy”. Pan redaktor poszedł do łazienki, żeby się przebrać, abyśmy mogli wyjść. W tym momencie zadzwonił domofon. Odezwał się ktoś na dole, że przyjechało pogotowie do osoby, która źle się czuje czy umiera. Ja odpowiedziałam, że nie wzywaliśmy pogotowia, nikt w tym mieszkaniu nie jest chory i jest to pomyłka, następnie odłożyłam domofon. Chwilę później domofon zadzwonił po raz drugi. Słychać było hałas i rumor na klatce schodowej. Następnie zadzwonił dzwonek do drzwi wejściowych mieszkania. Zapytałam pana redaktora, czy mogę drzwi otworzyć. Otworzyłam, a w progu stało dwóch umundurowanych młodych mężczyzn, a za nimi ratownicy. Powiedzieli, że jest to interwencja, która jest nagrywana. Użyli sformułowania: „Wejdziemy, porozmawiamy”. Mieli zdjęte imienniki. Powiedziałam im, że nie zapraszam ich do mieszkania. Prosiłam, by wyjaśnili, o co chodzi.  Nie wylegitymowali się. Nie pokazali żadnego dokumentu, który by poświadczał, że nie są przebierańcami

– zrelacjonowała.

Scheybal podkreśliła, że sytuacja szybko stała się bardzo dynamiczna. Policjanci mieli zapytać, czy w mieszkaniu znajduje się chłopiec. Odpowiedziała, że nie ma tam żadnego dziecka, jednak funkcjonariusze stwierdzili, że muszą to sprawdzić. Gdy ponownie chciała zapytać Sakiewicza o zgodę na ich wejście, jeden z policjantów miał podniesionym głosem powiedzieć, aby nie zamykała drzwi, po czym zablokował je ręką i wszedł do środka.

Według jej relacji funkcjonariusze od początku domagali się okazania dowodu osobistego. Scheybal zwracała uwagę, że nie pytano jej najpierw o dane osobowe, tylko żądano dokumentu. Podkreśliła przy tym, że obywatel nie ma obowiązku noszenia przy sobie dowodu osobistego.

Kiedy sama poprosiła policjantów o okazanie dokumentów, miała usłyszeć groźbę przewiezienia na komendę, jeżeli się nie wylegitymuje. Jak mówiła, właśnie wtedy została zakuta w kajdanki. Według jej słów stało się to bardzo szybko - w ciągu pierwszych kilkudziesięciu sekund od rozpoczęcia rozmowy.

Scheybal oceniła, że w jej przypadku naruszone zostały podstawowe prawa obywatelskie.Wskazała, iż jej prawa "zdeptano". Wskazała między innymi na konstytucyjne gwarancje dotyczące godności, wolności osobistej oraz prawa do prywatności. Jej zdaniem sposób potraktowania jej przez funkcjonariuszy był niedopuszczalny.

Jestem potężnie wkurzona na to, co się stało. Jestem wkurzona na tych urzędników, którzy próbowali chronić mnie w taki sposób, abym przypadkiem nie została ochroniona, zrzucili na mnie odpowiedzialność za swoje niedociągnięcia i błędy

– powiedziała.

Asystentka prezesa Republiki zwróciła także uwagę, że do tej pory osoby poszkodowane nie otrzymały nagrania z kamery nasobnej jednego z policjantów. Jak mówiła, wiadomo, że istnieje tylko jedno takie nagranie, jednak nie zostało ono udostępnione. Obecnie materiał znajduje się w prokuraturze, która - według jej relacji - nie chce go przekazać do czasu zakończenia śledztwa.

Scheybal odniosła się również do komentarzy, jakie pojawiły się po interwencji. Stwierdziła, że część wpisów na jej temat w internecie była "obrzydliwa". Szczególnie skrytykowała wypowiedź ks. Kazimierza Sowy, oceniając, że tego rodzaju komentarz ze strony duchownego w ogóle nie powinien paść.

Na koniec zapowiedziała podjęcie kroków prawnych.

Obecnie sporządzany jest pozew. Mam prawo do zadośćuczynienia za sposób, w jaki zostałam potraktowana

- poinformowała. 

Autor:

Źródło: Telewizja Republika, niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska