Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Media

Sakiewicz o wtargnięciu policji do jego mieszkania. Podał nowe szczegóły

Po piątkowym najściu policji na mieszkanie Tomasza Sakiewicza nadal nie ma reakcji ze strony służb. Prezes Telewizji Republika przedstawił kilka szczegółów, które towarzyszyły głośnemu wydarzeniu oraz ustalenia stacji dotyczące serii fałszywych alarmów.

Już blisko tydzień trwa zmasowana akcja wymierzona przeciwko dziennikarzom Telewizji Republika i samej stacji. Do prywatnych domów wkraczają służby pod różnym pretekstem na podstawie anonimowych fałszywych zgłoszeń.

Kulminacyjnym momentem było najście na mieszkanie, w którym prowadzona jest firma prezesa stacji Tomasza Sakiewicza.

"Zwykły bandytyzm"

W programie Super Expressu był pytany przez Wiktora Świetlika o zachowanie policjantów na miejscu i okoliczności całego zajścia. Sakiewicz wspomniał, że wyczuwał, że jeden z funkcjonariuszy był przerażony przeprowadzanymi czynnościami na tyle, że podczas zakładania kajdanek trzęsły mu się ręce.

Po ludzku bym im współczuł, gdyby nie zdecydowali się złamać prawa i poniżać mojej asystentki. Z jakiego powodu po zakończonej akcji wyprowadzają ją w kajdankach na ulicę, żeby ją dziesiątki osób oglądały? Skuto ją po tym, jak jeden z policjantów i tak już obejrzał moje mieszkanie i wiedział, że zgłoszenie to jest fake

- podkreślił Sakiewicz.

Dodał również, że traktowanie asystentki było skandaliczne również ze względu na to, że funkcjonariusze poinformowali ją, że ją rozkują jak się wylegitymuje. Przypomniał, że kobieta miała ręce skute z tyłu, a dokumenty miała w ubraniu wiszącym wysoko na wieszaku.

- To zwykły bandytyzm. To nie byli żadni policjanci, ale jakieś psychopatyczne stwory - ocenił.

Wyjaśnił, że pani Ola formalnie zatrudniona jest na stanowiska dyrektora biura. Prywatnie to żona znanego profesora prawa. Sama jest osobą wszechstronnie wykształconą i ukończyła trzy fakultety.

Miał być sam

W rozmowie padły także okoliczności poprzedzających wejście policjantów. Szef stacji przekazał, że asystentka poinformowała go, że za drzwiami są ratownicy medyczni. Wiedząc o trwającej akcji fałszywych alarmów polecił jej otworzyć drzwi i poinformować, że to kolejny fałszywy alarm.

Skuto ją dopiero, gdy po przeszukaniu przez policję mieszkania nadal domagała się wylegitymowania od funkcjonariuszy. Sakiewicz dodał, że do dziś nie wie, kto był z jego mieszkaniu, bo z mundurów były pozrywane identyfikatory policjantów. Interwencji nie towarzyszyło sporządzenie żadnego protokołu, czy innego rodzaju dokumentacja, którą poszkodowani mieliby otrzymać.

Sakiewicz dodał, że przypuszcza, że policjanci spodziewali się, że będzie w mieszkaniu sam, bo od zgłoszenia do interwencji minęło kilkanaście minut. W tym czasie z mieszkania wyszła jego żona, teściowa, szwagier oraz druga pracownica biura.

Po sobotniej próbie interwencji służb w siedzibie Republiki, chwilowo fałszywe alarmy ustały. Służby jednak nie skontaktowały się do dzisiaj z poszkodowanymi, którzy dzięki pracy dziennikarzy śledczych i pionu ochrony stacji posiadają wiele informacji na temat potencjalnych sprawców.

Źródło: niezalezna.pl, Super Ring

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Media