Chcecie te wybory ustawić "my kontra reszta?" - pyta dziennik.
"One faktycznie tym są. To wybory między PiS, a tym, co jest po drugiej stronie. Nie dajmy sobie wmówić, że opozycja jest zróżnicowana, że jej podmioty mają różną wizję i chcą prowadzić różną politykę"
- mówi Jacek Sasin.
Zdaniem wicepremiera nie ma znaczenia, czy więcej głosów zdobędzie Platforma, lewica czy PSL - "dla nich najważniejszy jest anty-PiS".
"Taktycznie się podzielili, ale jeśli dostaną 231 mandatów, to utworzą rząd. PSL nie będą przeszkadzały związki partnerskie, ani Grzegorz Schetyna jako premier"
- mówi gazecie Sasin. Wskazuje, że w tej sytuacji to właśnie Schetyna zostanie premierem, a nie Małgorzata Kidawa-Błońska.
Sasin przypomina, że kandydatem PiS na premiera jest Mateusz Morawiecki.
"Zmiana premiera cieszącego się dużą popularnością i będącego twarzą kampanii byłaby kompletnie nieracjonalna"
- zaznacza.
Jacek Sasin został także zapytany o potencjalną koalicję. Jednoznacznie wykluczył możliwość stworzenia rządu z PSL i Konfederacją. "Nie ma o tym mowy" - podsumował.