To już przesądzone. Obecnie rządzący przyjęli wskaźnik waloryzacji emerytur i rent na poziomie 4,9 proc. od marca 2026 r. Co to oznacza realnie dla portfeli emerytów i rencistów? W przeciwieństwie do poprzednich lat nie odczują oni żadnej poprawy. Szczególnie wobec inflacji i wciąż rosnących cen.
Jeżeli ktoś miał nadzieję, że najniższa emerytura przekroczy 2 tys. zł, to rząd szybko pozbawił go złudzeń. Zgodnie z założeniami wzrośnie z obecnych 1878,91 zł do ok. 1970,98 zł brutto, czyli o 92 zł. To najniższa podwyżka od lat i niższa nawet niż tegoroczne 5,5 proc.
Wybrali najniższy pułap
Skąd wzięło się wspomniane wyżej 4,9 proc.? Waloryzację określa ustawa. T nic innego jako inflacja z poprzedniego roku powiększona o co najmniej o 20 proc. realnego wzrostu płac. Ustawa dopuszcza więcej niż „co najmniej 20 proc.”.
Rząd co roku może ten udział podwyższyć rozporządzeniem. W tym roku jednak wybrał najniższy pułap, co dało właśnie tyle. Eksperci nie mają wątpliwości, to decyzja najboleśniejsza dla seniorów.
Przy świadczeniach minimalnych mówimy o podwyżce w wysokości 92 zł. Tak wynika z szacunków. Trzeba jednak pamiętać, że to kwota brutto. Na rękę będzie mniej, po potrąceniu podatku i składki zdrowotnej. W praktyce więc seniorzy zobaczą w portfelach tylko część z tych kwot.
To brutalne posunięcie
Najmocniej niska waloryzacja uderzy w osoby z najniższymi świadczeniami, bo kalkulacja procentowa z definicji uprzywilejowuje wyższe emerytury.
Rząd mógł zrobić inaczej. Ustawa dopuszcza bowiem większy udział wzrostu płac. W poprzednich latach możliwe były rozwiązania dużo lepsze dla seniorów. Waloryzacja była nawet kilkunastoprocentowa. W tym roku takiej decyzji nie podjęto.
A można było np. dołożyć mechanizm osłonowy dla najniższych świadczeń. Rządzący wybrali jednak inaczej. Z punktu widzenia ludzi, którzy już dziś tną wydatki do kości, to brutalne posunięcie.