Przed jesiennymi wyborami w 2023 roku Koalicja Obywatelska – nie bez skutku – próbowała zdobyć dla siebie życzliwość środowiska nauczycielskiego. Kampania przebiegała wielotorowo, a jednym z jej najważniejszych elementów była permanentna medialna nagonka na ówczesnego szefa Ministerstwa Edukacji Narodowej Przemysława Czarnka. Związek Nauczycielstwa Polskiego, historyczny sojusznik postkomunistycznej lewicy, grał wówczas do jednej bramki z największymi liberalnymi środkami przekazu. A Donald Tusk i jego partia nie tylko obiecywała nauczycielom wzrost wynagrodzeń – w skrajnie nieodpowiedzialny i demagogiczny sposób zapowiedziała demontaż ważnego elementu edukacji, czyli zadań domowych. Po kilku latach wiadomo już, że efekt okazał się fatalny – co potwierdzają zarówno pedagodzy, jak i rodzice.
Równe zero
Sielanka w relacjach nauczyciele – trzynastogrudniowa ekipa deformatorów nie trwała długo. Ostatnie tygodnie przyniosły choćby awanturę wokół Domów Wczasów Dziecięcych, gdy okazało się, że MEN planuje wycofać się z finansowania tej formy wsparcia dla mniej zamożnych uczniów. Pisałem o sprawie w poprzednim numerze „Gazety Polskiej” (nr 31 z 29 lipca 2026). W tym przypadku presja przyniosła skutek: kierowany przez arcylewaczki resort chyłkiem wycofał się z demolki DWD. To nie znaczy, że nauczyciele zakopali wojenny topór: znacznie większe emocje budzi nowa odsłona sporu o podwyżki. W czym rzecz? W 2027 roku nauczyciele mieli dostać 3 proc. podwyżki. Oświata chciałaby jednak 15 proc. wyższej pensji. Tymczasem wiele wskazuje na to, że w przyszłym roku podwyżka płac w oświacie wyniesie równe... zero!
Resort oświaty przekonuje, że pracuje nad „trwałym mechanizmem kształtowania wynagrodzeń nauczycieli”, ale zdaniem nauczycielskich związków zawodowych to blef. Realną perspektywą jest zamrożenie płac w oświacie i w całej budżetówce, na co naciska resort finansów. Kierowane przez Andrzeja Domańskiego ministerstwo ogłosiło niedawno, że „nie ma przestrzeni na nowe wydatki ponoszone z budżetu państwa w najbliższych latach budżetowych, w tym w szczególności na zwiększenie wynagrodzeń w administracji publicznej”. Jeśli głośniej to wybrzmi, rządzący obóz zaraz będzie miał problem nie tylko z nauczycielami.
Senator Witkowski wkurzył nauczycieli
Póki co jednak to oni są najbardziej rozczarowaną grupą zawodową – również dlatego, że duża część tego środowiska w 2023 roku z ostentacyjną wręcz radością czekała na zmianę władzy w Polsce. Kierowany przez Barbarę Nowacką MEN przekonuje co prawda, że idzie ku lepszemu, a wzrost płac w oświacie ma zostać powiązany z realnym wzrostem gospodarczym, ale z władzy szydzą nawet ludzie ZNP. Tym bardziej że władza na dobre zamroziła prace nad ZNP-owskim projektem nowelizacji Karty nauczyciela, znanym jako „Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli”.
Potężnej dawki oliwy do ognia dolał właśnie postkomunistyczny senator Waldemar Witkowski (Unia Pracy, dawniej w PZPR), a w dodatku przewodniczący Komisji Edukacji Senatu RP, który stwierdził, że to był „trochę błąd”, iż na początku 2024 roku obecna władza dała nauczycielom podwyżki: „Trzeba było dać cztery razy po 7,5 proc., albo trzy razy po 10 proc. i myślę, że większość nauczycieli byłaby z tego bardziej zadowolona, bo dzisiaj każdemu apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Słowa Witkowskiego, nazbyt makiaweliczne jak na publiczną wypowiedź, rozgniewały związkowców z różnych środowisk. Zirytowała się oświatowa Solidarność, która uznała jego wypowiedź za krzywdzącą i lekceważącą. W chwili, gdy oddaję tekst do druku, ZNP wciąż pracuje nad oficjalną odpowiedzią. W język nie gryzła się za to Urszula Woźniak, wiceprezes Zarządu Głównego ZNP, która napisała na X: „Takie bzdury wygaduje, oderwany od rzeczywistości, nie powinien być przewodniczącym komisji”.
„Niech oni już nic nie przygotowują”
Z kolei Sławomir Wittkowicz z oświatowej frakcji Forum Związków Zawodowych szerzej skomentował strategię rządzących: „Niech oni już nic nie przygotowują, bo wprowadzą rozwiązania jak w przypadku dodatkowych nagród jubileuszowych po 45 latach pracy, które nie obejmują osób, które przepracowały więcej, a wciąż pozostają w zawodzie”. I dodał:
„To jest obiecywanie gruszek na wierzbie i nic innego. Nauczyciele domagają się rozwiązań systemowych i dlatego w przestrzeni publicznej pojawiła się taka informacja. Nawet jeśli jakieś propozycje pojawią się ze strony ministerstwa, to będą dyskutowane z organizacjami związkowymi aż do przyszłorocznych wyborów”.
Jego wypowiedź jest najważniejsza, bo zamiast półsłówek i utyskiwań Witkowicz skupia się na meritum: zarówno obecny rząd, jak i resort kierowany przez Nowacką lawirują, tak by hojne obietnice nigdy nie ujrzały światła dziennego. Rząd Tuska gra w tej sprawie va banque: owszem, tuż po wyborach mocno poszedł na rękę środowisku nauczycielskiemu, ale najwyraźniej liczy na to, że pedagogom starczy cierpliwości jeszcze do przyszłego roku. Przy okazji: związkowiec z FZZ zdradził, że likwidując Domy Wczasów Dziecięcych, MEN chciał zaoszczędzić 8 mln zł, które miały trafić na pomoc psychologiczną dla 700 tys. nauczycieli! Nikt przytomny nie ma złudzeń, że Tusk i Domański rękoma swoich lewackich „minister” – kolokwialnie mówiąc – próbują urwać nieco kasy nauczycielom. Dlaczego tak mało o tym słyszymy? Bo większość mainstreamowych mediów stosuje blokadę informacyjną na wieści złe i niekorzystne dla tuskowej ekipy. Także w tym kontekście warto pomyśleć, jak wyglądałby dziś przekaz informacji i opinii bez takich mediów jak TV Republika, „Gazeta Polska” i „Gazeta Polska Codziennie”.
Nauczyciele to jedna z ostatnich, mocno uzwiązkowionych w Polsce grup zawodowych. A to daje im dodatkowe narzędzia presji politycznej i medialnej.
ZNP, które również musi uważać na swoją popularność wśród pracowników i pracownic oświaty, najwyraźniej wyrwało się z drzemki. W suchym komunikacie na ich stronie czytamy, że zarząd główny podjął decyzję o rozpoczęciu akcji protestacyjnej, której początkiem będzie manifestacja przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów w Warszawie w poniedziałek, 31 sierpnia br. ZNP pójdzie do Tuska z hasłem: „Politycy do tablicy! Godne płace: Dotrzymajcie słowa!”. Wszystko wskazuje na to, że nadchodząca jesień może być naprawdę gorącym wstępem do roku wyborczego 2027!
.@KlubyGP w Słupsku - wspaniałe spotkanie. Dziękuję za liczne przybycie@DorArciszewska @MarzenaGminska@RepublikaTV pic.twitter.com/TKLmyodOYg
— Tomasz Sakiewicz (@TomaszSakiewicz) August 7, 2026