Najpierw w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie powołano specjalną sekcję. Później pomysł powielono w Sądzie Okręgowym w Warszawie, czyli największym w kraju, do którego trafiają sprawy najcięższego kalibru. Także o charakterze politycznym. Odsunięto od orzekania w najpoważniejszych sprawach dużą grupę karnistów z ogromnym doświadczeniem. Nic dziwnego, że to wpłynęło na efektywność sądów. Dlatego coraz częściej słychać głosy, że sekcje wkrótce zostaną – zwłaszcza w stołecznym okręgu – zlikwidowane.
– Kombinują tylko, jak z tego wyjść, aby nie przyznać się do porażki
– słyszymy od jednego z prawników.
Nauka poszła w las
Bałagan w Warszawie nie dla wszystkich okazał się wystarczającą nauczką, bo są naśladowcy. Podobny pomysł niedawno zrealizowano w stolicy Podkarpacia, choć tym razem w wydziale gospodarczym – ustaliła „Codzienna”.
– W Sądzie Okręgowym w Rzeszowie 1 lipca 2025 r. utworzono sekcję do rozpoznawania spraw wpływających do VI Wydziału Gospodarczego w zakresie pierwszej instancji
– potwierdził sędzia Tomasz Mucha, rzecznik sądu.
Sekcję stworzono na wniosek prezesa SO Marcina Świerka (szefa podkarpackich struktur Iustitii), ale na podstawie zarządzenia prezes Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie Małgorzaty Moskwy (działaczki Iustitii), za zgodą poprzedniego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara.
Ten sam pretekst
Do sekcji w komplecie trafili sędziowie, którzy brali udział w procedurze nominacyjnej z udziałem Krajowej Rady Sądownictwa po 2017 r. Mają oni orzekać wyłącznie w sprawach pierwszoinstancyjnych.
Takiej motywacji nawet nie ukrywają władze sądu, bo na pytanie o merytoryczne uzasadnienie decyzji sędzia Mucha przyznał:
Potrzeba utworzenia takiej sekcji uzasadniona została przede wszystkim dobrem wymiaru sprawiedliwości oraz obowiązkiem poszanowania prawa stron do niezależnego i bezstronnego sądu w rozumieniu art. 6 konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Rzecz bowiem w tym, że takie ukształtowanie VI Wydziału Gospodarczego pozwoliło na przydzielanie spraw odwoławczych sądowi, którego skład nie budzi wątpliwości w kwestii „prawidłowego” powołania sędziów przy udziale KRS w kształcie ustanowionym ustawą zmieniającą z grudnia 2017 r.
Skutek? „Czas pokaże”
Czy istnieje ryzyko, że wprowadzone zmiany wpłyną na tempo rozpoznania spraw i narażone na szwank zostanie wspomniane dobro wymiaru sprawiedliwości? Zapytaliśmy również o to. Niestety zamiast precyzyjnej odpowiedzi mamy wróżenie z fusów i myślenie życzeniowe.
Jaki będzie skutek podziału dla sprawności postępowania, czas pokaże
– oznajmił Mucha.
– Należy oczekiwać, że wprowadzona zmiana doprowadzi do skrócenia czasu rozpoznawania spraw, co winno wynikać m.in. z powstałej specjalizacji sędziów w zakresie rozpoznawania spraw pierwszej instancji – dodał.
Ale to chyba urzędowy optymizm, bo – jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy – niemal natychmiast próbowano kadrowo wesprzeć wydział gospodarczy. Miał do niego trafić – w ramach delegacji – sędzia z „rejonu”. Czyli odsunięto tych, którzy orzekali w drugiej instancji, aby za chwilę ściągać osobę bez doświadczenia w tej kategorii spraw. Gdzie logika? Finalnie jednak i ten scenariusz upadł.
Bo prezes nie uznaje KRS
Każdy sędzia, któremu zmieniono zakres czynności, ma prawo odwołać się do Krajowej Rady Sądownictwa. Z tej możliwości chcieli skorzystać orzecznicy z Rzeszowa, a to powinno oznaczać automatyczne wstrzymanie wszelkich decyzji do czasu rozpoznania ich odwołania. Niestety, tak się nie stało.
Dlaczego? Prezes Świerk... nie przekazał odwołań do KRS! Powód – jak ustaliliśmy – równie kuriozalny jak cała sytuacja. Ogłosił, że nie uznaje obecnej Krajowej Rady Sądownictwa jako organu opisanego w konstytucji.
Bezprawne działanie
Sędzia Dagmara Pawełczyk-Woicka zaznacza, że do kompetencji prezesa należy organizacja pracy sądu.
– Tutaj nie widzę bezprawności działań, choć dziwię się, że w dalszym ciągu podejmowane są takie decyzje – tłumaczy „Codziennej” przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa. – Z kolei czysto bezprawne jest nieprzekazanie radzie odwołań sędziów, bo prezes sobie sam stwierdził, że są one nic niewarte i nie uznaje KRS. Naprawdę nie ma znaczenia, czy on uznaje KRS. Może nie uznawać, ale jako urzędnik państwowy musi działać zgodnie z prawem, zgodnie z obowiązującą ustawą – podkreśla Pawełczyk-Woicka.
Oburzenie rzecznika
Reakcja rzecznika rzeszowskiego sądu na niektóre z poruszonych kwestii była jednak zaskakująca. Zapytaliśmy m.in. o to, jaka jest podstawa prawna do takiej segregacji sędziów. To oburzyło sędziego Muchę.
Nie mogę zaakceptować określenia „segregacja”. W historii termin ten odnosi się do najciemniejszych kart II wojny światowej
– odpowiedział.
A przecież zaledwie kilka miesięcy temu w Ministerstwie Sprawiedliwości projekt ustawy poświęconej weryfikacji sędziów zaprezentował sędzia Krystian Markiewicz, ówczesny szef Iustitii (przypomnijmy, jednym z liderów stowarzyszenia jest prezes Świerk!). Dokument sprowadzał się do… podziału sędziów na kategorie! Według kolorów. Czy to nie była segregacja?